piątek, 1 kwietnia 2011

Ateista broni kościoła przed antyklerykałami. Radio Żelaza #18

Tym razem zajmiemy się antyklerykalizmem połączonym z antyteizmem. Ktoś może pomyśleć, że to jest dziwne, że tacy ateiści jak ja albo KelThuz potępiają antyklerykalizm. No cóż, wg mnie nie jest to dziwne, bo ateizm i antyklerykalizm to dwie zupełnie różne sprawy. Można być przecież członkiem jakieś sekty czy wyznawcą religii niechrześcijańskiej i wtedy jest zrozumiałe, że kościół uznaje się za wroga. Ale można też być ateistą i do instytucji kościoła podchodzić tak samo jak do każdej innej organizacji, do której się nie należy – albo obojętnie albo krytycznie poprzez dostrzeganie jej wad i zalet. To drugie stanowisko jest bliskie obiektywizmowi.

Antyklerykalizm to postawa człowieka, którego celem jest walka z instytucją kościoła a nie z religią. Tylko czemu ma służyć ta walka? Weźmy np. problem finansowania kościoła przez państwo. Wiele osób zarzuca, że w ten sposób kościół kradnie nasze pieniądze. Takie rozumowanie to idiotyzm. Kościół niczego nie kradnie a jedynie bierze to, co mu państwo daje. To właśnie państwo pobierające obowiązkowe świadczenia jest złodziejem a nie kościół. Władze kościelne są w tym przypadku najwyżej paserem podobnie zresztą jak każdy, kto otrzymuje jakiekolwiek dofinansowanie z budżetu państwa. Jeśli ktoś czuje się okradany przez KK to niech ma pretensje do rządu a nie do biskupów. Warto też wspomnieć, w jaki sposób są przyznawane dotacje dla KK. Otóż parę razy w roku w niedziele na mszach św. liczy się wiernych. Na tej podstawie jest ustalana faktyczna liczebność wspólnoty katolickiej i wysokość dopłat dla KK. Jeśli więc ktoś chce zmniejszyć kwotę dotacji a nie ma ochoty kłócić się z rządem to niech nie chodzi ma msze.
Innym przykładem debilizmu antyklerykałów jest manifestacja ateizmu poprzez akt apostazji, do której namawia Janusz Palikot. Jeśli jesteś ateistą to, co cie obchodzi prawo kościelne, jakieś boskie straszenie czy obietnice. Ja też jestem ochrzczony i miałem pewne obawy, co do KK, że może na mnie, jako na członka jego wspólnoty nałożyć pewne materialne sankcje. Niedawno na wątkach o chrześcijanach czy ateistach rozwiano moje wątpliwości – nie ma powodu do obaw.  Załóżmy, że zakładam religie Coca-Coli. Każdy, kto kiedykolwiek wypił Coca-Colę jest „ochrzczony” niezmywalnie. Ksiądz uważa, że jesteś potępionym członkiem jego wspólnoty podobnie jak ja mogę uważać, że jesteś po ciemnej stronie mocy, z powodu, że wolisz Pepsi od Coca-Coli. Zarówno ja jak i proboszcz nic nie możemy ci z tego powodu nakazać czy zakazać, no chyba, że traktujesz nasze wspólnoty poważnie. Twój wybór jak do tego podchodzisz. Dlatego uważam za głupotę akt apostazji robiony tylko po to, aby pokazać księdzu figę z makiem. Jeśli uważasz, że statystyki zawierające informacje o liczbie wiernych kościoła maja znaczenie to wystarczy, że przy najbliższym tegorocznym spisie powszechnym poinformujesz rachmistrza, że jesteś ateistą. Jeżeli mimo to zdecydujesz się na apostazję uważaj, aby nie powoływać się na prawo kanoniczne a tylko i wyłącznie na prawo cywilne.
Wspomniałem o Januszu Palikocie to trochę ruszę ten temat. Należy on do tych antyklerykałów-socjalistów, którzy protestują, przeciw KK, bo dostaje państwową kasę a tak naprawdę to sami mu tej kasy zazdroszczą. Zamiast na KK wolą wydawać pieniądze na promocję gejów, niekompetentnych kobiet, którym pracodawca nie chce zapłacić więcej niż im się wydaje, że im się należy oraz innych rzekomo poszkodowanych społecznie. Tacy socjaliści to zwykli hipokryci, którzy potępiają kradzież dopóki oni sami nie kradną. Osobiście uważam, że Palikot ze swoim programem walki z kościołem jest idiotą. Ja rozumiem, że mamy w Polsce podobno ponad 90% ochrzczonych, ale nie wszyscy praktykują swoją wiarę. Z tych, którzy nie praktykują to część jest wobec kościoła obojętna, a część nastawiona wrogo. Ilu jest ludzi wrogich kościołowi? Zapytam precyzyjniej: Ilu jest ludzi na tyle wrogich kościołowi, że walkę z kościołem uczynili kluczową sprawą w swojej ideologii, być może ważniejszą od np. wysokości podatków. Zapewne bardzo niewielu. A jeśli nawet są to, jakim politykiem będzie ktoś, którego główny punkt programu to walka z jakimś wrogiem a nie budowanie nowych, własnych społecznych instytucji?

Antyklerykałowie zarzucają KK, że tolerował stosy inkwizycji a teraz niektórzy księża stosują pedofilię. Generalnie jest to argument w stylu „u was biją murzynów”. Ja rozumiem, że kościół popełnia błędy i można się burzyć, ale w takim razie krytykujmy wszystkie organizacje, które dopuszczają się wypaczeń. Ja np. potrafię odnieść się krytycznie do środowiska randystów. A czy przeciętny socjalista i antyklerykał potrafi się odnieść krytycznie do zbrodni komunistycznych? Z powodu wypaczeń nie należy krytykować całkowicie instytucji, bo są pewne elementy czy to w religii czy w kościele, które akurat są pozytywne. Przykładowo religia chrześcijańska potępia zawiść, kradzież czy zabójstwo. Ponadto podkreśla indywidualną wartość ludzkiej duszy. W dodatku w ramach tej tradycji wykształciła się szkoła z Salamanki, do której nawiązuje szkoła austriacka. Sama walka KK z komunizmem jest warta docenienia. 

Socjaliści często mówią, że religia to „opium dla ludu”. Szkoda tylko, że w ramach detoksu proponują zażywanie LSD czyli moralność pasożytniczą. Rozważmy 3 stanowiska:

1.      Socjalizm - człowiekowi nakazuje się poświęcenia siebie dla innych oraz kształtuje w nim postawę roszczeniową wobec państwa, czyli innych ludzi.

2.      Chrześcijaństwo – człowiekowi nakazuje się poświęcanie siebie dla innych, a jeśli tego odmówi, czeka go kara od Boga, natomiast na Ziemi nie wywoła to żadnych konsekwencji, ponieważ używa on wolnej woli. Religia chrześcijańska jednak nie propaguje postawy roszczeniowej wobec innych. Jeśli się taka pojawia to najwyżej z resentymentu.

3.      Obiektywizm – człowiek ma całkowitą wolność i poświęca się dla innych wtedy kiedy tylko chce. Za brak altruizmu nie ponosi odpowiedzialności ani przez innymi ludźmi ani przed Bogiem a jedynie przed sobą.

Kolejnym przykładem debilizmu antyklerykałów i rzekomych ateistów jest kult tzw. jasnogrodu. Wyraża się to np. w próbie zastąpienia ślubów kościelnych, ślubami humanistycznymi. Kult Boga zastąpiono kultem człowieka rozumianego tutaj jako gatunek ludzki. Rozumiem, że człowiek wydaje się jedyną znaną istotą rozumną i przy założeniu, że rozum jest narzędziem pozwalającym na dominację w przyrodzie to człowiek jest gatunkiem najpotężniejszym. Nie oznacza to jednak, że kiedyś nie spotkamy istot jeszcze bardziej inteligentnych a może jakiś gatunek zwierząt na tyle wyewoluuje, że nas zdominuje. A co jeśli rozwiną się dwa gatunki człowieka? Warto też zauważyć, że absolutna większość gatunków przewyższa nas pewnymi umiejętnościami fizycznymi, które my, co najwyżej możemy próbować naśladować, mimo że nie posiadają one rozumu. Ja uważam siebie za człowieka i za pomocą swojego rozumu staram się przetrwać w tym świecie. Stawiam sobie pewne cele i jestem szczęśliwy jak je wykonam. Po co mi jeszcze jakieś kretyńskie rytuały i poczucie wspólnoty, że inni też wierzą w homo sapiens. Ja nie wierzę w homo sapiens. Gdy oglądam relację z Auschwitz lub widzę działania niejednego rządu, tracę wiarę w ten gatunek. A to, że pewne osobniki jak np. Thomas Edison przyczyniły się do tego, że mi w życiu lżej to nie oznacza, że cały gatunek jest cudowny. Oznacza to jedynie, że Thomas Edison miał rozum i to narzędzie trzeba docenić. To w co wierzę? W rozum, jako narzędzie do konceptualizacji świata i ułatwiającego w nim przetrwanie. Mam tu na myśli rozum jednostkowy, bo kolektywnego nie posiadamy. Póki co nie jest udowodnione, że tylko człowiek posiada rozum. Jak obserwuję działania pewnych ludzi to myślę, że brak kontaktu z naturą, powoduje, że wpadają w uwielbienie homo sapiens.

Wobec tego jak wyrażam swój ateizm? Poprzez zwyczajne lekceważenie wszelkich dogmatów, które są sprzeczne z rozumem. Mam w głębokim poważaniu czy ktoś sobie uważa, że jestem potępiony czy nie. Trzymając się konsekwentnie logiki twierdzę, że Boga nie ma, ale tak samo w wyniku użycia rozumu wnioskuję, że są pewne racjonalne kryteria dobra i zła. W końcu absolutyzuję swój rozum dla samego siebie. Nie potrzebuje jakichś rytuałów, bo jestem dostatecznie dowartościowany dzięki realizacji swoich prywatnych celów, które czynią mnie szczęśliwym. Za cel bardziej stawiam sobie własny dobrobyt niż walkę z rzekomym wrogiem, który mi w ogóle nie zagraża. Z kimś, kto ma inny światopogląd mogę najwyżej podyskutować i stwierdzić np:, że kto wierzy w Boga jest nieracjonalny w 100% przez co może prędzej lub później odrzucić rozum całkowicie i to nie będzie dobre. Nie postuluje jednak z tego powodu, żadnych sankcji poza zakazem przemocy wobec mnie. Otwarta walka poza samą dyskusją jest już wiarą w przemoc, która jest mniej racjonalna od wiary w Boga.

Szerzej o problemie antyklerykalizmu: Radio Żelaza #18

2 komentarze:

  1. Ja tam randystą nie jestem, ale i tak wolę was od lewackich złodziei, którzy dzięki złodziejstwu w ogóle istnieją (państwowe/unijne granty, dotacje, subwencje), które to złodziejstwo łączy się nieodmiennie z totalitaryzmem - odmówisz płacenia podatków (danin) na MKiDN i na homoseksualną pornopromocję homozachowań wśród dzieci (http://fakty.interia.pl/polska/news/przytula-demona-kontrowersyjna-wystawa-dla-dzieci,1618471) - pójdziesz siedzieć, twoja rodzina zostanie bez ojca. Ot, hitleryzm w powijakach.

    Gdyby ludzie wiedzieli NA CO WYDAWANE SĄ ICH PIENIĄDZE, tobyśmy mieli więcej, myślę, w Polsce (nawet) randystów. - Bo problemem nie są podatki jako takie, a cele na które są one wydawane (za Platformy na promocję dewiacji, ...m.in.) - gdyby szły one na rzeczy wspólne, niepodważalne i nieodwołalne (państwo-minimum) typu: wojsko, energetyka, sieć komunikacyjna, i byłyby sprawiedliwie naliczane (np. podatek na drogi w cenie paliwa, bo dlaczego ja mam płacić więcej, skoro jeżdżę mniej), to by pretensji nie było.

    Prawica (UPR) i Lewica (PiS) zmieniające się co 8 lat, a konkretnie: konstytucyjny (trwały) kompromis pomiędzy wspomnianymi, gwarantowałyby, uważam, najzdrowszy ustrój polityczny ze wszystkich na świecie. - Zaś co do antyklerykalizmów, to nie ma o czym mówić. Materia w ogóle niepolityczna, a upust jedynie wewnętrznej nienawiści. - Żeby nie zeżarła "ateistów" to trzeba ją uzewnętrznić, i czasem pada na Kościół, bo łatwiej bić w instytucje niż w żywego człowieka, bo wierni w ogóle swego Kościoła nie bronią, zcedowywują to na niemedialne babcie-emerytki, więc i sukcesiki doraźne gwarantowane; jednak nienawiść jest uniwersalna i równie dobrze jak w Kościół uderzać może i w inne sfery, kolor skóry, itp. Palikot to po prostu sługus diabła, lub (po waszemu) bezrozumny agresor.

    Jeszcze jak rozkminisz zagadnienie obecności symboli chrześcijańskich w miejscach publicznych (choćby i zasadność z tyt. tradycji państwowości), zakazu aborcji/invitro/klonowania (zasadność choćby z tyt. niemożności przesądzenia momentu powstania istoty człowiek i jej godności), oraz zakazu promocji pedałowania (zasadność choćby z tyt. logiki pokoleniowej zastępowalności wypływającej z I prawa Boga/natury - damsko-męskiej rozrodczości), i poukładasz to sobie wszystko z randyzmem, to będzie już zupełnie dobrze.

    P.S.
    A mętne zgoła dylematy, czy człowiek równy jest zwierzęciu, rozwiązuje test kuli: zastrzeliłbyś nie mając wyboru nieznanego zwierzaka czy człowieka?, oraz befsztyk na talerzu i przyrodzony wstręt do kanibalizmu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Boga nie ma. Nie ma go bo w niego nie wierzę, tzn. WIERZĘ, że go nie ma.
    Na pytanie kolegi "dot" odpowiem, że bez wahania strzeliłbym do człowieka. Taki to już ze mnie mizantrop.Odnośnie befsztyku to nie do końca rozumiem o co chodzi z przyrodzonym wstrętem do kanibalizmu. Czy to ma oznaczać, że kotlet z ludziny na talerzu jest obrzydliwy bardziej niż kotlet z baraniny? Pomijam tutaj walory smakowe, ludziny nie miałem okazji spróbować.

    OdpowiedzUsuń