W tym eseju postaram się przedstawić co jest złego w mistyzmie z punktu widzenia obiektywisty. Wpierw należy wyjaśnić czym jest mistyka.
Oto definicja z Wikipedii:
Mistyka (gr. myo zamykać; zwłaszcza w kontekście zamykania oczu i ust, przemilczać lub mistikos tajemniczy) – to wszelkiego rodzaju poczucie wewnętrznej jedności z rzeczywistością uważaną za boską lub Absolut. Mistyk "zamyka oczy" na rzeczywistość widzialną a wzrok swój w milczeniu kieruje do swego wnętrza, w stronę świata swej duszy. Obecność mistyki stwierdzono we wszystkich wielkich religiach świata. Mistykę można podzielić na mistykę spekulatywną (mistycyzm) i mistykę praktyczną (modlitwa, medytacja, kontemplacja).
Tę oto definicję porównajmy z definicją mistycyzmu podaną przez Rand:
Przyjmowanie założeń niedowiedzionych rozumowo, niemieszczących się w granicach logiki, a odwoływanie do pozarozumowych źródeł wiedzy, takich jak instynkt, intuicja, objawienie; Rand wyodrębniła 2 odmiany mistycyzmu: „mistycyzm ducha” (identyfikowany ze wszystkimi religiami) i „mistycyzm mięśni” (oparte na przemocy formy kolektywizmu, np. trybalizm, rasizm , socjalizm , faszyzm); w jej przekonaniu celem każdej doktryny mistycznej jest zniewolenie fizyczne człowieka i zniszczenie jego umysłu, toteż konflikt rozumu z mistycyzmem dotyczy wyboru między życiem a śmiercią, świadomością a nieświadomością, wolnością a niewolą, postępem a stagnacją.
Tyle definicji. Teraz pytanie – jak się mówi na człowieka, który zamyka oczy na rzeczywistość i oddaje się własnym urojeniom? Psychol? Wariat? Może czyta to jakiś psycholog i poda lepszy termin. Normalne zachowanie to jednak nie jest. Ale skąd się to bierze? Źródła mistycyzmu zostały bardzo ciekawie przedstawione przez Ayn Rand. Oto one:
Mistyk to ktoś, kto wyrzekł się własnego umysłu przy pierwszym zetknięciu z umysłami innych. Gdzieś w dzieciństwie, gdy jego pojmowanie rzeczywistości zderzyło się z cudzymi twierdzeniami, arbitralnymi rozkazami i sprzecznymi żądaniami, ogarnął go tak przemożny lęk przed niezależnością, że wyrzekł się rozumu. Mając wybór między „ja wiem” a „oni mówią”, wybrał autorytet innych, wolał się podporządkować, niż zrozumieć, wolał wierzyć, niż myśleć. Wiara w nadprzyrodzoność zaczyna się od wiary w wyższość innych. Jego poddanie się przybrało formę uczucia, że musi ukryć swój brak zrozumienia, że inni posiadają jakąś tajemną wiedzę, której sam jest pozbawiony i że w jakiś niedostępny mu sposób potrafią tak zaczarować rzeczywistość, by odpowiadała ich życzeniom.
Od tej chwili, bojąc się myśleć, jest zdany na łaskę niezidentyfikowanych uczuć. Uczucia stają się jego jedynym przewodnikiem i jedyną pozostałością osobowości, trzyma się ich kurczowo — a jeśli myśli, to tylko o tym, jak ukryć przed sobą fakt, iż jego uczucia są koszmarem.
Kiedy mistyk deklaruje, że czuje istnienie siły wyższej niż rozum, istotnie tak czuje, siłą tą nie jest jednak wszechwiedzący duch wszechświata, lecz świadomość każdego przechodnia, na rzecz, którego wyrzekł się własnej. Mistykiem kieruje pragnienie robienia wrażenia, oszukiwania, schlebiania, okłamywania, zmuszania owej wszechmocnej cudzej świadomości. „Oni” są jego jedynym kluczem do rzeczywistości, czuje, że nie może istnieć inaczej niż tylko dzięki ujarzmieniu ich tajemnej siły i wymuszeniu na nich jakiejś nieokreślonej zgody. „Oni” są jego jedynymi organami postrzegania i, jak ślepiec uzależniony od wzroku psa, czuje, że musi ich trzymać na smyczy, by żyć. Panowanie nad cudzą świadomością staje się jego jedyną pasją; żądza władzy jest chwastem wyrastającym jedynie na pustkowiach porzuconego umysłu.
Każdy dyktator jest mistykiem, a każdy mistyk potencjalnym dyktatorem. Mistyk pragnie od ludzi posłuszeństwa, nie zgody. Chce, żeby się wyrzekli własnej świadomości na rzecz jego zapewnień, zarządzeń, życzeń, kaprysów — tak, jak on wyrzekł się swojej na rzecz ich własnej. Chce kierować ludźmi za pomocą wiary i siły — nie zadowala go ich zgoda, jeśli musi na nią zapracować faktami i rozsądkiem. Rozsądek jest wrogiem, którego śmiertelnie się boi, a zarazem uważa za niepewnego: rozsądek jest dla niego instrumentem oszustwa; czuje, że ludzie posiadają moc wyższą od rozsądku — i tylko ich bezprzyczynowa wiara lub wymuszone posłuszeństwo mogą mu dać jakieś poczucie bezpieczeństwa, dowód, że objął panowanie nad mistycznym darem, którego mu brakowało. Jego pragnieniem jest rządzić, nie przekonać: przekonanie wymaga aktu niezależności i domaga się uznania pewnika w postaci rzeczywistości obiektywnej; on zaś pragnie władzy nad rzeczywistością i nad ludzkim instrumentem jej postrzegania — umysłem — władzy umieszczenia swojej woli pomiędzy istnieniem a rzeczywistością, jak gdyby, godząc się na udawanie rzeczywistości, którą im każe udawać, ludzie mieli ją istotnie stworzyć.
Tak jak pasożytuje na materii, zagarniając bogactwo wytworzone przez innych, i na duchu, plądrując pomysły wymyślone przez innych, mistyk schodzi poniżej poziomu szaleńca, tworzącego własne zdeformowane rzeczywistości — do poziomu pasożyta szaleństwa, dążącego do deformacji stworzonej przez innych.
Istnieje tylko jeden stan spełniający jego pragnienie nieskończoności, bezprzyczynowości i braku tożsamości: śmierć. Jakiekolwiek niezrozumiałe przyczyny przypisywałby swoim
nieprzekazywalnym uczuciom, każdy, kto odrzuca rzeczywistość, odrzuca istnienie — a uczuciami, które odtąd nim kierują, są nienawiść do wszystkich wartości ludzkiego życia i pragnienie wszelkiego zła zdolnego je zniszczyć. Mistyk rozkoszuje się spektaklem cierpienia, biedy, służalczości i terroru: te rzeczy dają mu poczucie triumfu, dowód zwycięstwa nad racjonalną rzeczywistością. Żadna inna jednak nie istnieje.
nieprzekazywalnym uczuciom, każdy, kto odrzuca rzeczywistość, odrzuca istnienie — a uczuciami, które odtąd nim kierują, są nienawiść do wszystkich wartości ludzkiego życia i pragnienie wszelkiego zła zdolnego je zniszczyć. Mistyk rozkoszuje się spektaklem cierpienia, biedy, służalczości i terroru: te rzeczy dają mu poczucie triumfu, dowód zwycięstwa nad racjonalną rzeczywistością. Żadna inna jednak nie istnieje.
Nieważne, czyjemu dobru rzekomo służy — Boga czy bezcielesnego gargulca, którego nazywa „ludem”; nieważne, jaki ideał wynosi do nadprzyrodzonych rozmiarów — w rzeczywistości, na ziemi, jego ideałem jest śmierć, pragnieniem zabijanie, a jedyne, co go zadowala, zadawanie tortur.
Destrukcja to jedyny cel, jaki kiedykolwiek osiągnęła doktryna mistyków i jedyny, jaki osiąga dziś, a jeśli dokonane przez nich spustoszenia nie zmusiły ich do zakwestionowania własnej doktryny, jeśli utrzymują, że kieruje nimi miłość, lecz nie powstrzymuje ich stos trupów, to dlatego, że prawda na temat ich dusz jest gorsza niż ta ohydna wymówka, na którą się godzisz — wymówka, że cel uświęca środki i że potworności, których się dopuszczają, są środkami wiodącymi do szlachetniejszego celu. Prawda jest taka, że te potworności są ich celem.
Tyle od pani Rand. Ale przecież coś musi powodować, że osoba przestaje myśleć samodzielnie w oparciu o swój rozum i wybiera autorytet innych.
Pierwszym krokiem ku temu jest niskie poczucie własnej wartości, niepewność, nieśmiałość. Osoba niewierząca w siebie jest na prostej drodze ku nawróceniu. Następnie taka osoba słyszy, że nie jest wszechmocna, wszechwiedząca i że nawet jej rozum jest ograniczony. STOP!!!
Jak to ograniczony? Umysł Newtona był o wiele mniej ograniczony niż umysł przeciętnego kapłana czy polityka. O tym, w jaki sposób Newton był ograniczony świadczą dokonania Einsteina. Być może w przyszłości od innego fizyka dowiemy się, że także Einstein był ograniczony. Gdyby Einstein dał się zwieść, że rozum jest ograniczony to by skończył, jako kolejny wykładowca Newtona. Całe szczęście jednak uwierzył w siebie. Więc, po co to gadanie o ograniczoności umysłu?
Dla władzy, wyzysku i zniewolenia!!!! Nie ma innego motywu. Oto, jakie rady dla władcy dałby dzisiejszy Machiavelli:
Ludzie mają przeciwko tobie broń. Logikę. Rozum. Musisz więc postarać się odebrać im go. Nadkruszyć fundamenty, na których się opiera. Bądź jednak ostrożny. Nie zaprzeczaj niczemu. Nigdy niczemu nie zaprzeczaj, bo sprawa wymknie ci się z rąk. Nie mów, że rozum jest zły, — choć był ktoś, kto to powiedział i odniósł oszałamiający sukces. Mów jedynie, że rozum jest ograniczony. Że istnieje coś ponad nim. Co? W tej kwestii też nie musisz wypowiadać się zbyt jasno. Możliwości są niewyczerpane. „Instynkt", „uczucie", „objawienie", „boska intuicja", „materializm dialektyczny". Jeżeli dasz się złapać w jakimś ważnym miejscu i ktoś powie ci, że twoja doktryna nie ma sensu — będziesz na to przygotowany. Mówisz mu, że istnieje coś, co jest ponad sensem. Że nie powinien próbować myśleć: musi czuć. Wierzyć. Odrzuć rozum, a wygrasz każdą grę. Wszystko będzie szło tak, jak sobie zażyczysz, kiedykolwiek sobie tego zażyczysz. Złapałeś go. Czy można rządzić człowiekiem myślącym? Nie potrzebujemy ludzi myślących.
Autorem tego tekstu jest po raz kolejny Ayn Rand. Potrafi nazywać rzeczy po imieniu.
A co z ograniczeniami takimi jak pojęcia pierwotne typu – prawda, byt, punkt, czas, przestrzeń? To są fundamenty. Operując umysłem nie można ich obejść a nawet, jeśli to przywołujemy wtedy te same bądź inne pojęcia pierwotne. Bez nich całe myślenie trafia szlag. Co do takich pojęć to skłaniałbym się, że poznajemy je przez introspekcję. Są one zakodowane w naszym umyśle. Czy wrodzone czy nabyte – nie wiadomo. Filozofowie nad tym dumaja od wieków. Niemniej jednak nie sadzę, że wybór pomiędzy jedynie prawdą i fałszem jest jakimś ograniczeniem. Dla spójności systemu i przetrwania to zupełnie wystarcza.
Co jednak z urojeniami mistyków takimi jak byt nadrzeczywisty, bóg, trwanie przed czasem i innymi farmazonami?
Takie fantazje niczemu nie służą. Nie zapewniają spójności myślenia a jedynie je niszczą. Gadanie, że rozum jest ograniczony bo nie może ogarnąć bytów nierzeczywistych i logiki pozazmysłowej jest równoznaczne gadaniu, że w zbiorze liczb naturalnych nie ma liter. Ale pomyślmy: 1D+2E+1B+1i+1L=DEBILE. Oto, co mi wychodzi na ich temat jak się zastosuje pomieszanie liter z liczbami.
Wracamy do etapów nawracania na mistycyzm. Osoba, która jednak ignoruje podane powyżej argumenty nie musi od razu być nawrócona. Taki ktoś może tkwić w agnostycyzmie. Jest to, co prawda umysłowe lenistwo ale nie oznacza jeszcze świrowania na dobre. Etap agnostycyzmu nie jest jednak trwały i stabilny – albo człowiek wraca z powrotem do ateizmu i wiary we własny rozum albo odrzuca rozum i dostępuje nawrócenia. Nawrócenia tzn. odwrócenia od rzeczywistości.
Taki nawrócony człek krok po kroku zamienia się w mistyka-zombie. Traci kontakt z rzeczywistością. Wszędzie widzi albo dzieło boga albo szatana. Staje się agresywnym wojownikiem w imię własnej wiary. Wszystko inne przestaje się dla niego liczyć.
Dlatego wszelki mistycyzm trzeba potępiać i sprowadzać do parteru. Niech każdy mistyk zapamięta, ze dopóki sobie wierzy w jakieś farmazony i nie narzuca tego innym to mam go w głębokim poważaniu. Jest to zwyczajny koleś, którego nie zamknięto w klinice psychiatrycznej z powodu dziury w narodowym funduszu zdrowia. Ja zaś ścigać go nie będę, bo mam go gdzieś i liczę, że on mnie też. Skoro jest szczęśliwy i mi nie zagraża to co mi do niego?
Ale jeśli w imię własnych urojeń zaczyna mi postulować, że muszę się nawrócić, bo to mi wyjdzie na zdrowie, że to dla mojego dobra to niech wbije sobie do głowy wysilając resztki rozumu, że o swoje zdrowie dbam sam a od mojego własnego dobra to won. Każdy chce mojego dobra a ja mam go już tak mało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz