Chciałbym poruszyć tutaj kwestię etyki obiektywistycznej z etyką chrześcijańską czy też ogólnie z jakąkolwiek moralnością opartą na religii.Na początek cytat z Rand dotyczący moralności obiektywistów:
„Pytacie, co jest moim obowiązkiem moralnym wobec bliźnich? Nic, z wyjątkiem obowiązku, jaki mam wobec samego siebie, przedmiotów materialnych i całego istnienia: racjonalności. Moje kontakty z ludźmi odbywają się w sposób wymagany przez moją i ich naturę: na podstawie rozumu. Nie chcę od nich niczego z wyjątkiem takich układów, w jakie pragną ze mną wchodzić z własnego wyboru. Mogę się porozumiewać jedynie z ich umysłami i jedynie w imię własnych interesów, gdy widzą, że nasze interesy są wspólne. Gdy tak nie jest, nie wchodzę w układ; pozwalam, by oni szli własną drogą, sam zaś nie zbaczam ze swojej. Wygrywam wyłącznie za pomocą własnej logiki i nie poddaję się niczemu z wyjątkiem logiki. Nie wyrzekam się rozsądku ani nie wchodzę w kontakty z ludźmi, którzy się go wyrzekają. Nie mam nic do zdobycia u głupców czy tchórzy, nie odnoszę korzyści z ludzkich przywar — głupoty, nieuczciwości czy strachu. Jedyną wartością, jaką człowiek może mi zaoferować, jest dzieło jego umysłu. Kiedy nie zgadzam się z człowiekiem rozumnym, pozwalam, by sędzią najwyższym była rzeczywistość; jeśli mam rację, on to zrozumie, jeśli się mylę, dostrzegę to; jeden z nas wygra, ale obaj skorzystamy. W wielu kwestiach można się spierać, ale nie w jednej: jest nią akt zła, którego żadnemu człowiekowi nie wolno popełnić wobec innych, usankcjonować ani przebaczyć. Dopóki ludzie pragną wspólnie żyć, nikomu nie wolno zainicjować stosowania wobec innych przemocy”
Innymi słowy obiektywista zakłada, że wszystko, co robi, robi dla samego siebie samego. Poza tym zakłada aksjomat nieagresji, czyli, że moja wolność kończy się tam gdzie zaczyna wolność drugiego człowieka. No violence. only voluntary deals. Obiektywizm zakłada racjonalny egoizm czyli zwyczajną troskę o własny interes połączony z brakiem przemocy. Nie oznacza to, że jego ideałem jest jakiś socjopatyczny cham, skąpiec. Wg obiektywistów jednak taki człowiek nie czyni nic złego o ile czyni to świadomie i odpowiedzialnie. W końcu nie robi nikomu krzywdy tak? Jakby się przyjrzeć to obiektywizm nie projektuje nam nowego lepszego człowieka, ale po prostu widzi człowieka, jakim jest. Istota mająca swoje cele i wartości.
Warto tutaj wspomnieć, że twórczyni obiektywizmu - Ayn Rand sporo czerpała z austriackiej szkoły ekonomii. Wg tej myśli nie można porównywać skali wartości między różnymi jednostkami. Poza tym każdy człowiek ma swoją indywidualną skalę wartości i jakiekolwiek ludzkie działanie jest inicjowane tylko wtedy, gdy stan oczekiwany jest bardziej satysfakcjonujący od teraźniejszego. Człowiek dobrowolnie przystępując do działania oczekuje co najmniej zysku psychicznego wg swojej własnej skali wartości. Innymi słowy - każdy działający człowiek jest sam w sobie egoistą. To on wartościuje, wybiera i działa dla samego siebie. Jeśli oddaje swój majątek dla nieznanego biedaka to znaczy, że ten biedak jest dla mnie więcej warty niż moje pieniądze. Postępuje egoistycznie mimo, że wygląda to altruistycznie. Jeśli moje życie bez żony jest mniej warte niż ona sama to egoistycznie jest poświęcić życie za nią samą.
Każdy jest egoistą. To już jasne. Gdzie jest problem z religiami? W krytykowaniu egoizmu i próbie wytworzenia nowego "lepszego" człowieka.
Religia nakazuje m.in.:
1) poświęcać się dla bliźnich,
2) miłowac nieprzyjaciół,
3) nadstawiać drugi policzek,
4) być posłusznym Bogu
Oczywiście religia nie jest jakąś wymyśloną chwilową zachcianką, ale konkretną ideologią. Jednym z najlepszych testów czy dana ideologia jest dobra jest sprawdzenie, do czego ona prowadzi. Znowu przytoczę Rand:
„Nie trać czasu na badanie natury szaleństwa — zadaj sobie pytanie, do czego prowadzi.”
W takim razie sprawdźmy do czego prowadzą te religijne przykazania:
ad1) To nic innego jak przyjęcie kryterium sprawiedliwości pt: "Każdemu wg potrzeb" lub "każdemu porówno". W wersji zinstytucjonalizowanej takie coś zwiemy komunizmem. Nieefektywny system prowadzący do bankructwa. Poza tym niemożliwa jest w nim jakakolwiek kalkulacja ekonomiczna. Może takie coś jest możliwe w jakimś raju, ale nie tu na Ziemi gdzie dobra są rzadkie.
ad2) Ale jak miłować? Tak samo mam miłować szefową, której nienawidzę i własną żonę? To może będąc konsekwentnym chrześcijaninem mam sypiać z szefową a nie z żoną? Prowadzi to do totalnej ambiwalencji. Niemożliwe stają się po jakimś czasie szczere uczucia. Jeśli bardziej kocham wroga niż przyjaciela to pozostaje mi nic innego jak punkt 3.
ad3) Konsekwentne nadstawianie drugiego policzna prowadzi do śmierci a następnie do bezczeszczenia zwłok. Na jednym forum otrzymałem takie wytłumaczenie:
„Drugi policzek - sprawę można interpretować duchowo - nie chodzi by dać się pobić,ale by wybaczyć w sercu,by nie skupiać się na samoniszczącej urazie.”
Ale to nie jest nadstawianie drugiego policzka, ale opisana niżej asertywność.
ad4) Bezgraniczne poddaństwo. Generalnie Bóg nakazuje punkt 1, 2 i 3 a wiadomo już, że punkt 1 to bankructwo a punkt 3 to śmierć.
W ten oto sposób udowodniłem, że jeśli ktoś chce pozostać konsekwentnym chrześcijaninem to musi wszystko rozdać biednym a następnie się zabić. Rację miał wiec Nietzsche mówiąc:
„Istniał tylko jeden chrześcijanin i ten umarł na krzyżu.”
Szczęśliwie, że religia nie została wzięta przez ludzi zupełnie na serio i ludzie wciąż żyją, rozwijają się i są szczęśliwsi. Mimo to, religia wciąż jest popularna i jej przykazania wciąż są atrakcyjne dla mas i stały się synonimem dobroci i altruizmu oraz przeciwieństwem egoizmu. Pora rozwiać mit, że wypełniając te przykazania nie postępujemy egoistycznie. Znowu będę odwoływał się do punktów podanych powyżej.
ad1) Pomagam bliźnim tylko wtedy, kiedy uważam, że ich szczęście jest więcej warte od mojego majątku. Może to wynikać z tego, że są to osoby mi bliskie albo po prostu nie chcę być uważany za chama. Poprawia mi to PR. Nawet jak daję po cichu jakiemuś nieznanemu to też jest to egoistyczne z punktu widzenia austriackiej szkoły ekonomii. Po prostu czuję w sobie wiarę, co przekłada się na mój kodeks wartości a następnie na działanie. Sam sens wiary omówię później.
ad2) Jedyne, co można przez to rozumieć tak by wszystko się jakoś trzymało sensu to, że miłować nieprzyjaciół oznacza mieć jakieś poczucie dobra i zła i chcieć, aby moi wrogowie też kiedyś nawrócili się na dobro. Innymi słowy: mam wroga i zamiast z nim otwarcie walczyć, żyję własnym życiem i chcę nawrócenia moich wrogów a środkiem do tego jest moja ignorancja, co oni mi robią oraz nieugiętość. Całkiem rozsądne. Takie asertywne.
ad3) Jeśli ktoś jest masohistą to czemu nie. Ale zaraz odezwą się chrześcijanie, który każą masochiście odstawiać drugi policzek
ad4) Tutaj będzie troche dłużej, bo to kluczowe.
Obiektywizm zakłada egoizm oraz niezależność jednostki. Jako, że postuluje wolność i niezależność jednostki to nie chcę nikogo do niczego zmuszać, ale samemu też nie być zmuszanym. Relacje między racjonalnymi podmiotami powinny być równorzędne a nie podrzędne/nadrzędne. Jeśli jestem podrzędny komuś to nie jestem wolny. Relacja wierzących z Bogiem jest z pozoru równorzędna (mamy wolną wolę) ale de facto Bóg wyobrażony jako sędzia ostateczny sankcjonuje tylko postępowanie zgodne z wolą boską. Dzisiaj też możesz kraść, zabijać, ale potem sędzia wymierzy ci karę. Czyli wg kodeksu karnego morderstwo jest złem. Ale ja sie na takie prawo dobrowolnie godzę.
Istnieje poważna definicja między prawem boskim a prawem naturalnym. Prawo ludzkie, jakie proponują obiektywiści czy libertarianie zakłada definicje negatywne: nie zabijaj, nie kradnij, nie inicjuj agresji. Jedynym nakazem w tym prawie jest punkt: dbaj o własny interes. Aż ciężko to nazwać jakimś zewnętrznym nakazem. Pełna wolność. Prawo boskie zaś poza przepisami negatywnymi zawiera w sobie też przepisy pozytywne takie jak np: Pamiętaj abys dzień święty święcił a do tego: miłość nieprzyjaciół, pomoc bliźnim etc. Wg religii Bóg dał mi wolna wolę, ale de facto nakazuje mi pewne działania. Jakikolwiek nakaz jest już sprzeczny z libertarianizmem. Jak już mówiłem, powołując się na ASE każde dobrowolne działanie jest egoistyczne i ma na celu zysk. Jeśli zaś jednostka jest do czegoś przymuszana to znaczy, że działanie w jej rozumieniu przyniesie jej przykrość, stratę. Oczywiście ex post może się okazać, że działanie, do którego jednostka została przymuszona okazało się dla niej dobre, ale ex ante agresja jest zawsze zła. Prawo boskie nie wprost nakazuje mi poddać się agresji. Obiektywizm czy ogólnie libertarianizm dopuszcza agresję tylko w wyniku obrony przed nią samą. Ale czy nie dając kasy biednym atakuje ich, że muszę się potem poddać ich agresji?
W takim razie jak uzasadnić, że poddaństwo wobec Boga, utrata własnej niezależności i masochizm są egoistyczne? Otóż tak, że ludzie wierzą w Boga oczekując czegoś wzamian. Wolą obietnicę wiecznego szczęścia po śmierci za cenę dobrowolnego cierpienia tutaj na Ziemi. To zwykła preferencja czasowa. W ten sposób można racjonalnie uzasadnić wiarę za pomocą zwykłego zakładu Pascala. W ten oto sposób niejako udowodniłem, że każdy chrześcijanin jest egoistą. Mamy tym samym wierzących egoistów, którzy tutaj się poświęcają, aby w przyszłości mieć życie wieczne oraz niewierzących egoistów (obiektywistów) którzy twardo trzymają się rzeczywistości.
Czy jednak obiektywiście jest Bóg potrzebny po śmierci? Niekoniecznie. Obiektywizm zakłada niezależność jednostki i jej pełną odpowiedzialność za swoje czyny. Jest masa czynników, na które jednostka nie ma wpływu jak np pogoda, wzrost, kraj urodzenia, ale tam gdzie nie ma wyboru to nie ma wpływu i trudno mówić o jakiejkolwiek moralności. Jeśli żyję tu na Ziemi i konsekwentnie dbam o własny interes, wchodzę w dobrowolne relacje z ludźmi, nikomu nie robię krzywdy a niektórym wręcz pomagam to tym samym akceptuję to co mam. Jasne, że chcę, aby mi było lepiej, ale dążę do tego własnymi siłami, nigdy kosztem innych za pomocą agresji. Dobrowolne datki ok, ale nie wymuszanie. Sensem życia jest dla mnie wtedy własne szczęście pojmowane, jako cel a nie jako wzór.
Jako, że nie możemy wiedzieć, co się dzieje po śmierci to można stwierdzić, że śmierć oznacza totalne unicestwienie naszej tożsamości a jeśli mamy jakąś nadzieję na życie pozagrobowe to i tak pojmujemy je podobnie jak te tutaj. Cała nadzieja na życie po śmierci zakłada to samo logiczne myślenie, jakie mamy teraz bo nie sposób sobie wyobrazić innego myślenia.
Pospekulujmy trochę:
Umieramy i trafiamy do innej rzeczywistości, gdzie jest Bóg jako najwyższy sędzia. Nikogo nie skrzywdziliśmy, pomagaliśmy bliźnim, ale zostają nam podane grzechy:
1) byliśmy egoistami
2) nie wierzyliśmy w Boga
ad1) każdy jest egoistą nawet Bóg jeśli uznamy go za istotę racjonalnie działającą. Bóg nie mógłby uznać tego za grzech bo potępiłby samego siebie.
ad2) Nie wierzyliśmy w Boga z tego powodu:
Bóg nie istnieje i jest na to dowód nie-wprost.
Na początek parę podstawowych założeń - wyjaśnień.
1. Umysł ludzki posługuje się logiką.
2. Nie sposób by człowiek myślał inaczej niż za pomocą logiki. Są pewne schematy myślenia jak np przyczyna-skutek których przeskoczyć się nie da.
Jeśli ktoś twierdzi, że istnieje myślenie nielogiczne to wpada w chaos myślowy i dyskusja nie ma sensu chyba, że w ramach terapii psychiatrycznej.
3. Wszystkie byty rzeczywiste jak i nierzeczywiste obejmujemmy myśleniem i klasyfikujemy za pomocą logicznych powiązań.
4. Jakikolwiek byt aby był klasyfikowany musi mieć przede wszystkim definicję pozytywną czyli czym jest a nie tylko negatywną (czym nie jest). Ujmując to słowami Rand: "Istnienie zakłada posiadanie tożsamości"
5. Definicji Boga jest wiele ale zawsze wpadamy w pewne błędne koło bo:
a) Sama definicja Boga jest wewnętrznie sprzeczna jak np wszechmoc czy wszechwiedza - gadki o kamieniach i takie tam
b) Definicja Boga jest niesprzeczna ale wtedy Bóg przestaje byc niejako bogiem tylko kolejną hipotezą w obszarze naszej niewiedzy.
Przykładowo: Bóg jako stworzyciel wszechświata przed wielkim wybuchem. Ale w takim razie pozostaje pytanie: Co było przed nim. Argument, że istniał zawsze może być zbyty argumentem, że materia też jest wieczna i wtedy Bóg jest niepotrzebny. Poza tym wszelkie przemiany fizyczne są niejako materialne czyli Bóg też musiałbybyć materialnym. Jeśli Bóg jest całościa wszechświata to wpadamy w panteizm i twierdzenie, że Bóg istnieje bo materia istnieje. Tylko po co wtedy pojęcie Bóg - nie lepiej wszechświat?
6. Bóg nie istnieje bo:
a) jest niedefiniowalny czyli nie ma tożsamości
b) jego definicja jest logicznie sprzeczna i wtedy jeśliby istniał bóg to by oznaczało, że nie ma prawa logiki. Wpadamy w chaos myślowy i całe dowodzenie trafia do psychiatryka.
c) jego definicja jest niesprzeczna i wtedy to co nazywamy Bogiem wcale nim nie jest. Jest co najwyżej jakimś wyższym intelektualnie i fizycznie bytem ale wciąż można sobie wyobrazić kogoś jeszcze wyższego, poprzedniego, madrzejszego, doskonalszego.
7. Całe to rozumowanie dowodzi, że jako żyjący i zdrowo myślący ludzie musimy przyznać, że Bóg nie istnieje chyba, że zaczynamy wątpić w logikę ale samo zwątpienie w logikę uruchamia logiczne rozumowanie. Jeśli naprawdę chcemy przestać logicznie myśleć to wpadamy w chaos myślowy i lądujemy w psychiatryku nie mogąc nijak klasyfikować świata a co dopiero myśleć o Bogu.
8. Co jednak z życiem po śmierci i Bogiem jako sędzią ostatecznym? O tym dalej w artykule. Generalnie ciężko cokolwiek mówić bo śmierć to będzie także śmierć umysłu i wszystko co ma sie dziać po niej to będzie czysta fantazja.
9. Podsumowując - jako żyjący w tym (meta)wszechświecie musimy stwierdzić, że Boga nie ma.
10. Zaorane :)
Jeśli jednak chodzi o Boga, jako sędziego po śmierci to de facto byliśmy apateistami czy agnostykami. A nawet, jeśli założymy, że po śmierci ma obowiązywać to samo postrzeganie i logika, jaka jest teraz to znowu musimy uznać, że Boga nie ma a ten ktoś, kto nam się objawi jako rzekomy Bóg tak naprawdę nim nie jest. Jahwe czy Allah przemówią do nas, że nas osądzą wg swojego prawa ale zaraz zaraz a kto im to prawo nadał? W imię czego tak mogą? Własnej siły? A jak będzie ktoś silniejszy? Wtedy taki silniejszy meta-bóg mógłby osądzić Jahwe czy Allaha, że oni nie uwierzyli w niego. Taki rzekomy sąd ostateczny to niczym się nie różni od dzisiejszej inwazji na prywatną działkę i stwierdzeniem, że "teraz będę cię sądził jak mi się podoba". Czyli sąd boży to zwykła samowolka niczym nieregulowana. To jak obiektywista czy libertarianin ma w coś takiego wierzyć?
No dobra, Bóg jednak nie stosuje samowolki, jest tam jakimś mega-bytem gwarantującym mi nieograniczoną obfitość dóbr. Warunkiem trafienia tam jest nic innego jak wiara w niego. Wiara wiąże się z nadzieją. Dziś nie mam miliona dolarów, ale wierzę, że będę je miał kiedyś. To mnie motywuje do działania. Obiektywista ma rację twierdząc, że nie ma teraz jakiegoś bogatego miliardera, który by mu dobrowolnie dał $1,000,000. Jednocześnie jednak chciałby czegoś takiego i podświadomie wierzy w taką możliwość. To czysto ludzkie. Jeśli tak rozumiemy wiarę w Boga to de facto każdy jest wierzącym, ale przecież nic z tego nie wynika tak? Zero nakazów, zakazów czy innych postulatów. Zasada nieagresji oraz dbałość o własny interes wynikają z natury rzeczywistości a nie z widzimisie jakiegoś Boga. Czyli co? Wiara w Boga, aby była sensownie jest tak naprawdę wiarą w to, że kiedyś po śmierci spotkam jakąś mega bogatą istotę, która zagwarantuje mi szczęście wieczne. Normalnie ekonomiczne perpetuum mobile.
Ale przecież taka wiara nie warunkuje mi niczego. Dalej dbam o swój własny interes i jeśli spekuluje, co będzie ze mną po śmierci to zakładam taka samą logikę działania jaką mam dotychczas. Bóg jest nadal nieistotny. Jeśli zaś spotkam tego wielkiego hojnego dawcę to spoko. Ale bez niego dalej mogę trwać i dążyć do coraz większego szczęścia. Obiektywizm zakłada tym samym jedyną racjonalną wiarę - wiarę w samego siebie. Z niej samej wynika wszelka moralność a cała reszta jest tylko warunkiem działania.
P.S - Szerzej o tym problemie w najbliższym KontestCoke - 29 marca o 22.30
P.S - Szerzej o tym problemie w najbliższym KontestCoke - 29 marca o 22.30
Ludzi, którzy wierzą, że Ziemię zrobił Bóg jednocześnie muszą uzna warunki dzierżawy jakie im zaproponował.
OdpowiedzUsuńCo więcej jako właściciel obiektu może wymyśleć takie prawo jakie mu się tylko spodoba i nic do tego jego klientom - jak się nie podoba mogą iść na tamten świat, czyli jak by powiedział pewien anarchokapitalista: "Zabijcie się!"
I najważniejsze - twoje możliwości definiowania nie określają czy coś istnieje. Zdefiniuj prostą albo punkt. Nie da się - a mimo to używasz tych pojęć, budujesz na nich twierdzenia i używasz do wyjaśniania zjawisk.
Zaorany?
Widze, że ktoś nie czytał wszystkich postów tutaj a już chce orać. W poście o mistycyzmie Cokeman napisał dość logicznie.
OdpowiedzUsuń"A co z ograniczeniami takimi jak pojęcia pierwotne typu – prawda, byt, punkt, czas, przestrzeń? To są fundamenty. Operując umysłem nie można ich obejść a nawet, jeśli to przywołujemy wtedy te same bądź inne pojęcia pierwotne. Bez nich całe myślenie trafia szlag. Co do takich pojęć to skłaniałbym się, że poznajemy je przez introspekcję. Są one zakodowane w naszym umyśle. Czy wrodzone czy nabyte – nie wiadomo. Filozofowie nad tym dumaja od wieków. Niemniej jednak nie sadzę, że wybór pomiędzy jedynie prawdą i fałszem jest jakimś ograniczeniem. Dla spójności systemu i przetrwania to zupełnie wystarcza.
Co jednak z urojeniami mistyków takimi jak byt nadrzeczywisty, bóg, trwanie przed czasem i innymi farmazonami?
Takie fantazje niczemu nie służą. Nie zapewniają spójności myślenia a jedynie je niszczą. Gadanie, że rozum jest ograniczony bo nie może ogarnąć bytów nierzeczywistych i logiki pozazmysłowej jest równoznaczne gadaniu, że w zbiorze liczb naturalnych nie ma liter. Ale pomyślmy: 1D+2E+1B+1i+1L=DEBILE. Oto, co mi wychodzi na ich temat jak się zastosuje pomieszanie liter z liczbami."
Dodam tylko, że byt także jest pojęciem pierwotnym. Ktoś więc mówi, że Bóg istnieje a ty się go pytasz czym jest istnienie. I tak można w kółko.
Nawiązując do twojego tekstu, że Bóg jako stwórca jest jego faktycznym właścicielem czynisz z ludzi niewolników i tym samym wykazałeś, że libertarianizm kłóci się z religią. Super robota.
Jeśli jeden człowiek drogą naturalnego wykupu i grodzenia działek stał by się właścicielem całego lądu, też mógł by ustanowić własne prawo i zrobić z ludzi niewolników. Czy to się kłóci z libertarianizmem?
OdpowiedzUsuńTeoretycznie taki przypadek jest możliwy. Mógłby wykupić wszystkie ziemie i to co na nich jest ale wtedy w rękach innych ludzi byłyby pieniądze które otrzymali za sprzedaz swojej ziemi. Taki właściciel swiata mógłby ustanowić jakieś despotyczne prawo na swoim terenie ale tym samym łamałby prawo do samoposiadania. Z obawy przed tym despotyzmem taki przypadek jest niemożliwy w praktyce.
OdpowiedzUsuńKto daje prawo do samoposiadania?
OdpowiedzUsuńZgodnie z definicją własności - właściciel ustala prawo. Jeśli samoposiadanie nie będzie w jego interesie zmieni zasady. Na szczęście poza interesem ziemskim jest jeszcze interes duchowy - czyli dbanie o to, by konsekwencje czynów nie zaprowadziły do gułagu.
Czysta decyzja ekonomiczna. Chwałą Bogu za wolna wolę!
Ja interes duchowy rozumiem jako poczucie własnej wartości. Samozadowolenie, niezmącona radość z osiągania własnych celów - szczęście. Po co tu Bóg?
OdpowiedzUsuń