niedziela, 28 sierpnia 2011

Indywidualizm

Wg mnie sprowadzanie indywidualizmu do libertarianizmu to nieporozumienie.
Libertarianin w grupie libertarian też będzie indywidualistą?

W ogóle jak ktoś gada, że coś robi bo chce być inny niż wszyscy, oryginalny, wolny, niezależny to znaczy, że już taki nie jest i raczej nie będzie. Dlaczego chce być kimś, kim naprawdę nie jest.

Indywidualista to miałby dylematy czy robić coś po swojemu czy czasem pójść za grupą i rozpatrywał to na różne sposoby. Nawet jakby poszedł za grupą to zrobiłby to ze względu na swoje racje. Jeśli zaś ktoś gada, że jest oryginalny i chce być jeszcze bardziej to najczęściej jest to jakiś subkulturowiec albo idealista, który marzy o czymś własnym a de facto jest inny tak jak jego koledzy.
Indywidualizm polega przede wszystkim na nieokreśloności we wszelkich aspektach. Coś, co Gombrowicz nazwałby brakiem formy i gęby. Libertarianizm pojmuje jednostkę tylko w kontekście relacji władza-poddani. Troszkę dalej idzie anarchizm jak i wszelkie post....izmy, o których pisał Trikster. Tylko, że to wszystko jest jakby pogoń za cieniem ze słońcem z tyłu głowy. Jak niby można określić coś, co jest z gruntu nieokreślone? Określanie to proces, w którym przyporządkujemy coś do ogółu innych zjawisk na mapie naszej świadomości. Nadajemy etykietkę i pozamiatane. Prawdziwy indywidualizm polega jednak na ulotności.
Najdalej w zrozumieniu indywidualizmu poszedł Stirner używając takich słów jak "swojość" , "bezmyślność" , "jedyność".
Do tego dodałbym umierającego Hegla który powiedział:

„Był tylko jeden taki, co mnie zrozumiał. A i ten mnie nie zrozumiał.”

Ale czy Hegel rozumiał sam siebie?
Indywidualista to generalnie ktoś, kogo nie sposób zrozumieć. On nawet nie rozumie sam siebie. Zupełna nieokreśloność i swoboda. Indywidualizm to wg mnie więcej niż absolutna wolność. Spontaniczny porządek wyłaniający sie z chaosu myśli. Kompletna nieprzewidywalność. Nie należy mylić tego z podążaniem za popędami i instynktami, bo to nic nie da. Indywidualista ciągnę wymyka sie z jakiś konkretnych schematów, systemów wartości, idei, działań, ale robi to także w sposób nieokreślony nawet przez niego samego.

Dlaczego o tym pisze? No bo kurde kto ma o tym napisać jak nie ja - największy wariat wśród was i nie tylko?
Z własnego doświadczenia mowie wam ze w jakiejkolwiek grupie bym nie byl zawsze po niedługim czasie byłem uznawany za świra, szaleńca, wariata, krejzola, ale przy tym wszystkim za człowieka wartego uwagi. Oczywiście miałem okresy gdzie próbowałem określić siebie, znaleźć te tzw. tożsamość i trafiałem na rożne ekipy jak np na społeczności wolnosciowcow czy fanów progresywnego rocka. Gdzieniegdzie, slyszalem te durne gadki o tym ze warto być sobą, być wolnym i jeszcze, co innego? Polegalo to na tym ze w jakieś grupce ktoś tak mówił i potem ktoś uczciwy, mogl powiedzieć - 
"Jestem sobą tak jak ty".  
Wielki lol, nic wiecej.
Indywidualistą nie można chcieć być - jest sie nim albo nie. Najbliżej indywidualizmu są wszelcy kontestatorzy (nie mam na myśli słuchaczy radia kontestacja, chociaż tam może znalazłoby sie paru indywidualistów). Kontestator ktory kontestuje wszystko, w tym samego siebie jak i kontestowanie. Oczywiscie najlepiej jak to sie przekłada na działanie. Takiemu najbliżej indywidualizmowi. Ale co jak przestanie kontestować? Czy przestanie być sobą? Nie wiadomo. Już daliśmy komuś etykietkę kontestatora a tu psikus. Nadajmy mu etykietkę zmiennego a on kostnieje. Nadajmy mu etykietkę świra to on nagle powie coś poważnego. Nadajmy mu etykietkę niepoznawalnego to nagle on sie jakos określi, ze nas zaskoczy i jeszcze zakumpluje sie z nami. I tak mozna w kółko - zawsze jest jakies „ale”, wyjątek, zdziwienie, zaskoczenie. Kompletna niewiedza i niezrozumienie.
Predzej można rozumem objac boga niz indywidualiste.

Nie wiem czy siebie uwazac za indywidualistę. Wydaje mi sie ze mi najbliżej do tego stanu niż komukolwiek mi znanemu. Nawet jak sie okresle to po jakimś czasie wyjdzie jakieś "ale". Wydawałoby sie ze określi mój indywidualizm ale potem stopie sie w masie i porzucę indywidualizm na rzecz bycia "owieczką" i czy to będzie akt mojego indywidualizmu czy nie? Któż to raczy wiedzieć? Nie wiem, nie rozumiem, mógłbym powiedzieć jak Hegel ale nie wiem czy miałoby to sens skoro wydaje mi sie ze sam siebie nie rozumiem i ....(nie wiem, nie rozumiem)
Reszta jest milczeniem.

3 komentarze:

  1. Nie ma sensu określanie indywidualizmu jak kolejnej etykietki, a ty tutaj próbowałeś to zrobić. Jednak mimo wszystko jesteś bliski ustalenia istoty indywidualizmu.

    Poza tym: powinieneś przed wrzuceniem tekstu na bloga dokładnie go przeczytać i poprawiać wszystkie bezsensowne błędy, np. "ciagne" zamiast "ciągle" (co wynika z kontekstu) albo zupełnie niezrozumiałe "marzy o czymś własnym a de facto jest inny tak jak jego koledzy" (to jest inny czy jest jak jego koledzy? zdecyduj się...). Także cały ten fragment nie trzyma się kupy: "Gdzieniegdzie, slyszalem te durne gadki o tym ze warto być sobą, być wolnym i jeszcze, co innego? Polegalo to na tym ze w jakieś grupce ktoś tak mówił i potem ktoś uczciwy, mogl powiedzieć -
    "Jestem sobą tak jak ty". "
    Takich miejsc jest więcej, także w innych wpisach. Mógłbyś bardziej dopracowywać teksty. Najgorsze, że często robisz byki w najciekawszych momentach, co całkowicie psuje efekt. A przecież wystarczy poświęcić tylko parę chwil więcej i na koniec sprawdzić całość.

    Pozdrawiam
    DMG

    OdpowiedzUsuń
  2. Damage ;-D!

    A sugeruję Ci, Cokemanie, rozważyć takie pojęcie jak tożsamość. Jeżeli jestem, dajmy na to (choć to akurat wszystko prawda), chrześcijaninem, Polakiem, Kontestatorem i geekiem, to nie dlatego, że wygodne mi są etykietki, czy też, że decyduję się zatracić swój indywidualizm. Wręcz przeciwnie - zauważ, że to ja wykorzystuję przynależność do grupy (rodziny, firmy, klasy społecznej, struktury organizacyjnej, wspólnoty religijnej, czy innej) i identyfikację z nią jako atut w swoich wolną wolą określanych działaniach. Oczywiście licząc się z faktem, że za pewne rzeczy grupa może przestać mnie uznawać za swojego, a nawet jeśli nie, to stracę wiarygodność wobec ogółu. Tak to działa, to jest ludzkie, bez przymusu z góry, a jednak zarazem społecznej natury.

    OdpowiedzUsuń