środa, 19 grudnia 2012

Veblen - Teoria Klasy Próżniaczej - wybrane fragmenty.

·         Praca fizyczna, produkcja, wszystko, co ma jakikolwiek związek z codzienną pracą zapewniającą środki do życia — jest wyłączną domeną klasy niższej.

·         W wyobrażeniach wszystkich społeczeństw barbarzyń­skich głęboka przepaść dzieli pracę kobiet od pracy męż­czyzn. Działalność mężczyzny może przyczynić się do zachowania grupy, ale tylko dzięki wspaniałym czynom lub niezwykłym osiągnięciom, których — bez ujmy — nie można porównywać z przyziemną krzątaniną kobiety.


·         Społeczności nie posiadające klasy próżniaczej wykazują jeszcze inne podobieństwa pod względem struktury spo­łecznej i sposobu życia. Ich struktura społeczna jest prosta (archaiczna); są to zwykle małe, pokojowo nastawione, osiadłe, biedne społeczności, a prywatna własność nie jest podstawową cechą ich systemu gospodarczego. Nie znaczy to jednak bynajmniej, że są to społeczeństwa naj­mniejsze z istniejących, albo że ich struktura jest pod każ­dym względem najmniej zróżnicowana. Nie znaczy to także, że ta kategoria obejmuje wszystkie społeczeństwa pierwotne, w których nie występuje własność prywatna. Należy jednak zwrócić uwagę, że takie są najbardziej pokojowo nastawione plemiona pierwotne — być może nawet wszystkie. Najbardziej rzucającą się w oczy cechą wspólną członków tych społeczeństw jest pewna dobro­duszna niezaradność w zetknięciu z oszustwem lub prze­mocą.

·         Oto warunki konieczne do powstania klasy próżniaczej: Członkowie danej społeczności muszą trudnić się rozbojem (wojnami lub polowaniem na grubego zwierza); idzie o to, że mężczyźni stanowiący zalążek klasy próż­niaczej muszą być przyzwyczajeni do zadawania ran i śmierci, do stosowania przemocy i podstępu. Środki utrzymania muszą być stosunkowo łatwo dostępne, aby możliwe było zwolnienie pokaźnej części członków społeczeństwa od stałej, codziennej pracy. In­stytucja klasy próżniaczej jest wynikiem pierwotnego po­działu pracy na godną i niegodną. Zgodnie z tym podziałem pracą godną jest działalność, którą można określić mia­nem podboju; niegodną zaś konieczna codzienna praca, która nie zawiera żadnego elementu bohaterstwa


·         U podstaw dzisiejszego podziału zawodów leży mil­cząco przyjęte założenie, że praca może być traktowana jako produkcyjna tylko wtedy, gdy jej istotą jest przekształ­canie użyteczne przedmiotów martwych bądź zwierząt. Oparte o siłę wykorzystywanie człowieka przez człowieka nie jest uważane dzisiaj za pracę produkcyjną, w przeciwieństwie do wszelkich wysiłków skierowanych na pod­trzymanie ludzkiego życia przez wykorzystanie pozaludzkiego środowiska. Ekonomiści wierni tradycji klasy­cznej uważają „opanowywanie natury przez człowieka” za cechę charakterystyczną działalności produkcyjnej. To „produkcyjne” panowanie nad naturą oznacza panowanie człowieka nad zwierzętami i nad żywiołami. Linia po­działu przebiega między człowiekiem a zwierzęciem.

·         Praca produkcyjna jest to wysiłek zmie­rzający do stworzenia nowego przedmiotu, posiadającego jakieś nowe zastosowanie, nadane mu ręką twórcy, kształ­tującego bierną, bezduszną materię; natomiast czyn bo­haterski polega na wykorzystaniu sił, które poprzednio zmierzały do innego celu, inspirowane przez innego sprawcę. Do dziś w słowach „bezduszna materia” tkwi pewne bar­barzyńskie poczucie głębokiego znaczenia tego pojęcia.


·         Zarówno myśliwy, jak wo­jownik zbierają, gdzie nie posiali. Ich działalność, będąca manifestacją siły i zręczności ma charakter agresywny i różni się zasadniczo od pilnej i monotonnej pracy kobiet. Działalności mężczyzn nie można nazwać produkcyjną — jest to raczej zdobywanie dóbr przez zawłaszczenie. Takie pojmowanie zadania mężczyzny, jako czegoś diametralnie różnego od zadania kobiety, powoduje, że w oczach członka społeczności barbarzyńskiej każda praca nie będąca mani­festacją dzielności staje się niegodna mężczyzny.

·         Człowiek jest istotą czynną. Jest on, w swoim własnym rozumieniu, źródłem celowej działalności. Każdym czynem stara się osiągnąć jakiś konkretny, obiektywny, pozaosobisty cel. Te cechy powodują, iż w sposób naturalny ceni on i uznaje pracę skuteczną, efektywną, a negatywnie od­nosi się do daremnego wysiłku. Wyraźnie odczuwa wartość efektywności i użyteczności, a jednocześnie bezwartościowość nieudolnych wysiłków nie przynoszących korzyści. Taką postawę można nazwać instynktem pracy. W spo­łeczności, w której na skutek okoliczności, bądź tradycji ukształtował się zwyczaj porównywania ludzi między sobą, ów „instynkt pracy” powoduje, iż porównanie to zawiera w sobie element współzawodnictwa. Nasilenie tego ele­mentu zależy w dużym stopniu od temperamentu członków danej grupy. W każdej społeczności, w której rywalizacja jest usankcjonowana zwyczajowo i jawna, sukces jako źródło prestiżu staje się celem samym w sobie. Zyskuje się poważanie, a unika niesławy dając dowody sprawności i efektywności. Na skutek rozpowszechnienia takich postaw instynkt pracy przeradza się we współzawodnictwo w de­monstrowaniu siły.

·         Czyn zaszczytny nie jest niczym innym niż udanym aktem agresji, a skoro agresja oznacza walkę z ludźmi lub zwierzętami, działalnością najbardziej zaszczytną staje się dawanie świadectwa swej siły fizycznej. Naiwny, archaiczny stosunek do wszelkiej manifestacji siły jako do przejawu charakteru lub „silnej woli” umacnia ową zwyczajową gloryfikację silnej ręki. Zaszczytne tytuły, popularne zarówno wśród barbarzyń­ców, jak u ludów na wyższym szczeblu kultury, noszą zazwyczaj piętno tego prymitywnego pojęcia honoru.


·         Przy takim właśnie powszechnym barbarzyńskim poj­mowaniu godności i honoru, pozbawianie życia, zabijanie groźnych przeciwników — ludzi łub zwierząt - jest czynem w najwyższym stopniu zaszczytnym i godnym czło­wieka honoru. Ta wysoka ranga zabrania jako dowodu przewagi zabójcy udziela blasku godności wszystkim aktom, narzędziom i akcesoriom zabójstwa. Broń jest czymś szla­chetnym, a użycie jej, nawet dla pozbawienia życia naj­nędzniejszego stworzenia, staje się czynnością szlachetną. Natomiast praca produkcyjna odwrotnie — jest niegodna; w powszechnej opinii używanie narzędzi służących do pro­dukcji staje się zajęciem uwłaczającym godności normal­nego zdrowego mężczyzny. Praca uznana zostaje za ucią­żliwą, poniżającą krzątaninę.

·         Posiadanie na własność kobiet wiąże się z przywożeniem branek z wypraw wojennych i bierze swój początek z niższej fazy barbarzyństwa. Pierwotne branki były uważane za trofea wojenne. Praktyka ta dała początek instytucji małżeństwa własnościowego, gdzie mężczyzna był głową domu, a kobieta niewolnicą i jego własnością. Następstwem tego zwyczaju było rozszerzenie niewolnictwa nie tylko na kobiety branki; pojmani wrogowie mężczyźni, a także ludzie niższego stanu stawali się niewolnikami, zaś małżeństwo własnościowe stało się formą stosowaną nie tylko wobec branek, lecz wobec wszystkich kobiet. Tak więc współzawodnictwo w kulturze łupieżczej doprowadziło, z jednej strony, do ustanowienia małżeństwa opartego na przymusie, a z drugiej - do instytucji własności indywidualnej. We wczesnej fazie obie te instytucje pokrywają się, obie pełnią tę sama funkcję; pozwalają zwycięskiemu mężczyźnie złożyć dowody w formie trwałych i widomych dowodów zwycięskiego podboju. Obie sprzyjają z kolei umocnieniu dążenia do panowania, właściwego wszystkim społeczeństwom łupieżczym. Prawo posiadania na własność kobiet rozszerza się następnie na owoce ich pracy i tak powstaje - obok prawa posiadania ludzi - prawo posiadania rzeczy.


·         Gdy nagromadzone dobra zostały raz uznane za świadectwo wartości i sprawności człowieka, posiadanie bogactwa uniezależnia się jak gdyby od tych cech i staje się samoistnym i głównym tytułem do szacunku. Posiadanie dóbr bez względu na to, czy zostały zdobyte własnym wysiłkiem, czy osobiście zagrabione, czy też uzyskane drogą dziedziczenia, zapewnia prestiż w oczach całego społeczeństwa. Posiadanie dóbr, cenione początkowo tylko jako dowód przedsiębiorczości i dziel­ności, staje się samo w sobie cnotą.


·         W społeczeń­stwie, w którym wszystkie niemal dobra są własnością prywatną, dążenie do zdobycia środków utrzymania jest potężną i stałe aktualną pobudką działania biedniejszych warstw ludności. Potrzeba zapewnienia sobie bytu i mini­malnych wygód może przez jakiś czas być dominującym motywem zdobywania dóbr przez klasy pracujące fizycznie, których byt opiera się na niepewnych podstawach, które posiadają mało i gromadzą mało. Jednakże w toku dal­szej analizy okaże się, że nawet wśród tych ubogich klas rola potrzeb fizycznych nie jest tak wielka, jak się czasem sądzi. Natomiast wśród klas społecznych zajętych głównie gromadzeniem bogactw motyw zdobycia środków utrzyma­nia lub podstawowych wygód życiowych nie odgrywał nigdy zasadniczej roli. Podstawą powstania i rozwoju wła­sności jako instytucji społecznej nie była potrzeba zdobycia minimum środków egzystencji. Istotną pobudką była od początku chęć wyróżnienia się spośród innych poprzez bogactwo i żaden inny motyw — chyba na krótko i wy­jątkowo — nie wysunął się na pierwsze miejsce w dalszym rozwoju systemu własności.


·         W każdej społeczności, w której istnieje własność prywatna, dla zachowania równowagi ducha trzeba posiadać przynajmniej tyle co inni, których uważa się za równych sobie, posiadanie zaś nieco większej ilości dóbr jest niezwykle pożądane. Lecz gdy tylko ktoś zdobywa więcej i przyzwyczaja się do nowego, wyższego poziomu zamożności, nowo uzyskany standard przestaje go cieszyć bardziej niż poprzedni, niższy. Zawsze więc występuje ten­dencja do traktowania obecnego poziomu zamożności jako punktu wyjścia do powiększania stanu posiadania. Wprowadza to z kolei coraz to nowe standardy i potrzebę równania do grup coraz to wyżej stojących pod wzglę­dem zamożności. Upragnionym celem jest tu osiągnię­cie poziomu bogactwa, który stawiałby daną jednostkę wyżej od reszty społeczności. Dopóki wynik porównań jest niekorzystny, normalny, zdrowy człowiek żyje w nieu­stannym niezadowoleniu ze swego losu; gdy zaś osiągnie po­ziom, który można by nazwać przeciętnym dla danej spo­łeczności lub klasy, to nieustanne niezadowolenie ustąpi miejsca niestrudzonym wysiłkom, aby powiększyć róż­nicę między swoim stanem posiadania a owym po­ziomem przeciętnym. Rezultat tych porównań nigdy nie jest tak korzystny, aby człowiek nie pragnął jeszcze bardziej zdystansować tych, z którymi rywalizuje w walce o pozycję majątkową.


·         W warunkach własności prywatnej podstawowym spo­sobem osiągania wyznaczonego celu, formą celowej dzia­łalności jest zdobywanie i gromadzenie dóbr, a w miarę utrwalania się w umysłowości ludzi egoistycznego prze­ciwstawienia człowieka człowiekowi, potrzeba osiągnięć instynktu pracy przekształca się coraz bardziej w dążenie do zdystansowania innych pod względem majątkowym. Zwyczajowym, naturalnym niejako celem działania staje się względny sukces materialny, tzn. mierzony porówny­waniem z sukcesami innych. Powszechnie uznanym celem wszelkich wysiłków jest korzystny wynik takiego porówna­nia; w ten to sposób awersja do wysiłków bezowocnych staje się podnietą do rywalizacji. Każde niepowodzenie w dążeniu do sukcesu finansowego spotyka się z ostrą dezaprobatą, co jeszcze silniej akcentuje element rywalizacji o prestiż oparty na bogactwie. Celowy wysiłek zaczyna oznaczać przede wszystkim wysiłek w kierunku coraz wiarygodniejszej i wspanialszej demonstracji bogactwa. W ten sposób wśród motywów, które skłoniły ludzi do gromadzenia bogactwa, podstawowe znaczenie uzyskuje motyw rywa­lizacji.


·         Z natury rzeczy żaden pojedynczy człowiek nie może nigdy zaspokoić swej żądzy bogactwa, a możliwość za­spokojenia jej przez całą społeczność w ogóle nie wchodzi w rachubę. Podniesienie poziomu zamożności całego spo­łeczeństwa, nawet bardzo znaczne, nie umniejsza tej żądzy, bez względu na to, jak powszechny byłby dobrobyt i jak „równo” i sprawiedliwie rozdzielone bogactwa. Każdy bowiem członek społeczności pragnie przewyższyć pod tym względem wszystkich innych. Gdyby pobudką do gro­madzenia bogactw była, jak to się czasem zakłada, chęć zapewnienia sobie środków utrzymania lub podstawowych wygód życiowych, wówczas na pewnym szczeblu rozwoju gospodarczego ekonomiczne potrzeby społeczności mogłyby zostać zaspokojone; skoro jednak walka o bogactwo jest w istocie swej współzawodnictwem o uwarunkowaną ma­jątkiem pozycję społeczną, stymulowanym przez nieu­stanne porównywanie się z innymi — nadzieje na zaspo­kojenie jej są całkowicie daremne.


·         Gdyby żadne inne procesy ekonomiczne ani elementy współzawodnictwa nie zakłócały działania opisanego me­chanizmu, w wyniku walki o pieniądz ludzie staliby się przedsiębiorczy i oszczędni. Efekt taki da się rzeczywiście zaobserwować wśród klas niższych, dla których normal­nym sposobem zdobywania środków utrzymania jest praca produkcyjna. Odnosi się to szczególnie do klas pracują­cych w osiadłych społeczeństwach rolniczych, w których istnieje pewien podział własności i których prawa oraz obyczaje zapewniają tym klasom mniej lub bardziej okre­ślony udział w użytkowaniu produktów swojej pracy. Klasy niższe nie mogą w żaden sposób uniknąć pracy, więc fakt, że pracują, nie jest dla nich poniżający, przynaj­mniej wobec innych członków tej klasy. A nawet odwro­tnie, ponieważ praca jest uznanym i akceptowanym spo­sobem ich życia, odczuwają pewną zabarwioną rywali­zacją dumę z opinii dobrego, efektywnego pracownika. Jest to zazwyczaj jedyne dostępne dla nich pole współzawo­dnictwa. Wśród ludzi, którym możliwość zdobycia własności i okazję do rywalizacji daje jedynie działalność produkcyjna walka o prestiż oparty na posiadaniu powoduje wzrost pracowitości i oszczędności.


·         Po to, by zdobyć i zachować poważanie wśród ludzi, nie wystarczy mieć bogactwo i władzę. Trzeba składać widome dowody tego bogactwa i władzy, gdyż prestiż oparty jest na oznakach zewnętrznych. Służy to nie tylko przekonaniu innych o swojej ważności i utrzymywaniu ich w tym mniemaniu; jest również ważne jako podstawa oceny samego siebie i warunek zachowania wewnętrznego zadowolenia. We wszystkich stadiach rozwoju kultury, z wyjątkiem najniższego, warunkiem satysfakcji wewnętrznej i szacunku dla samego siebie jest „odpowiednie otoczenie” i zwolnienie od „czarnej roboty”. Przymusowa rezygnacja z tego „poziomu przyzwoitości”, zarówno jeśli chodzi o rodzaj wykonywanej pracy, jak i standard życia codziennego, uważana jest za poniżającą bez względu na to, co myślą o tym inni.

·         Typowe zajęcia członków klasy próżniaczej w jej stadium doj­rzałym są te same co w okresach wcześniejszych. Są to: rządzenie, rzemiosło wojenne, sport i obrządki religijne. Ktoś bardzo skrupulatny mógłby zauważyć, że zajęcia te są przynajmniej częściowo i pośrednio „produkcyjne”. Jednakże sprawą decydującą dla rozważanego zagadnienia jest motywacja, jaką kierują się przedstawiciele klasy pró­żniaczej: do podejmowania tych prac bynajmniej nie skła­nia ich chęć pomnożenia bogactwa przez wysiłek produk­cyjny. W tym, tak jak i w innych stadiach rozwoju kultury, stanowiska w rządzie i w wojsku przynoszą pewien zysk, lecz jest on osiągany w sposób nie przynoszący ujmy, metodą podboju i stosunków. Zajęcia te mają charakter łupieżczy, nie produkcyjny. Nieco podobnie jest z polo­waniem. Gdy społeczeństwo wychodzi z okresu myśliwskie­go, polowanie stopniowo dzieli się na dwa różne zajęcia. Z jednej strony jest to rzemiosło, uprawiane głównie dla zarobku. Nie zawiera więc elementu czynów świetnych lub zawiera go w stopniu nie wystarczającym, aby można je było traktować jako nie przynoszące ujmy, nieproduk­cyjne. Z drugiej strony polowanie jest sportem, ćwiczeniem umiejętności potrzebnych łupieżcy (umiejętności walki). Ten rodzaj polowania, wolny od pobudek materialnych, zawiera mniej lub bardziej wyraźny element czynów bohaterskich. Oczywiście tylko ten drugi rodzaj polowania — oczyszczony ze wszelkich znamion zarobkowego rzemio­sła — godny jest tego, aby go uprawiać i mieści się w stylu życia w pełni ukształtowanej klasy próżniaczej.


·         Z ekonomicznego punktu widzenia próżnowanie, trak­towane jako zajęcie, ma bardzo wiele wspólnego z czynami świetnymi, owoce bezczynnego życia, będące jednocześnie jego prestiżowymi oznakami, są w istocie swej bardzo zbliżone do trofeów uzyskanych dzięki czynom bohater­skim. Jednakże bezczynność w węższym sensie, w odróż­nieniu zarówno od wykonywania tych czynów, jak jakich­kolwiek zajęć produkcyjnych, na ogół nie pozostawia żadnych śladów materialnych. Dlatego też świadectwa spędzenia jakiegoś okresu życia na czcigodnym próżno­waniu przybierają zwykle formę dóbr „niematerialnych”. Takimi niematerialnymi dowodami próżnowania są quasi-naukowe lub quasi-artystyczne osiągnięcia, a także wie­dza nieużyteczna, która nie służy bezpośrednio podtrzy­mywaniu lub przedłużeniu życia ludzkiego. W naszych czasach np. funkcję taką pełni znajomość języków mart­wych i filozofii okultystycznej, znajomość zasad poprawnej wymowy, składni i prozodii; uprawianie różnych ro­dzajów muzyki (tylko w domu i dla przyjemności) oraz pie­lęgnowanie innego rodzaju „talentów”; kultywowanie mody w zakresie ubrania, umeblowania i ekwipaży; odda­wanie się grom towarzyskim i sportowym, hodowanie nie­użytecznych, służących rozrywce zwierząt, jak psy poko­jowe lub konie wyścigowe. We wcześniejszych stadiach rozwoju motywem skłaniającym do zdobywania tych wszyst­kich umiejętności mogło być coś innego niż potrzeba udo­wodnienia, że nie spędziło się czasu na żadnym pożyte­cznym produkcyjnym zajęciu — inne mogły być także przyczyny, dla których umiejętności te i zainteresowania stały się modne. Jednakże, gdyby nie okazały się z czasem użyteczne jako świadectwo nieprodukcyjnego użytkowania czasu, nie przetrwałyby do dzisiaj i nie stałyby się zajęciami i zainteresowaniami właściwymi klasie próżniaczej.



·         Jest przecież rzeczą ogólnie znaną – a w każdym razie takie jest powszechne przekonanie – że począwszy od schyłku okresu patriarchalnego zaznacza się stopniowy upadek obyczajów. Proces ten sprowokował niejednego dżentelmena ze starej szkoły do wyrażenie swej dezaprobaty dla prostackich obyczajów panujących nawet wśród klas wyższych nowoczesnego społeczeństwa przemysłowego. Ten zanik dobrych manier dający się zaobserwować w klasie przemysłowców – a określany często jako wulgaryzacja obyczajów czy też po prostu prostactwo – dla tak zwanych ludzi subtelnych i wrażliwych stał się jedną z głównych plag dzisiejszej cywili­zacji. Niedocenianie dobrych manier przez ludzi zaję­tych świadczy tylko o tym — nie obniżając ich wartości — że pojęcie przyzwoitości jest produktem stylu życia klasy próżniaczej i zachowuje żywotność tylko dopóty, dopóki najważniejszym czynnikiem organizacji społecznej jest hie­rarchia pozycji.


·         W gruncie rzeczy maniery to konwencjonalne gesty, których trzon stanowią przeżytki dawnych symbolicznych oznak dominacji, podporządkowania, gotowości do usług lub do nawią­zania kontaktu. Większość tych gestów jest związana z hie­rarchią pozycji społecznych — jest symboliczną panto­mimą, wyrażającą dominację jednej strony, a podporząd­kowanie — drugiej. W społeczeństwach, w których men­talność pochodząca z epoki łupieżczej i związany z nią ostry podział na panów i sługi, zwierzchników i podwład­nych — wywiera do dziś wpływ na panujący styl życia, przywiązuje się wielką wagę do wszelkich zawiłych su­btelności etykiety, a pieczołowitość, z jaką przestrzega się wszelkich rang i tytułów, bliska jest ideałowi usta­nowionemu w quasi-pokojowej fazie barbarzyńskiej kul­tury nomadów.


·         Dobre maniery mają dziś, w powszechnym odczuciu, wartość samą w sobie: nabrały charakteru sakramentalnego, na ogół niezależnego od tego, co wyrażały dawniej. Odstępstwa od zasad dobrego wy­chowania stały się czymś samo przez się odrażającym, a dobre wychowanie jest w opinii większości nie tylko zewnętrzną oznaką doskonałości, ale integralną cechą szlachectwa duszy. Mało co wywołuje w nas taki wstrząs wewnętrzny, jak złamanie przepisów dobrego wychowania. Tak daleko posunęliśmy się w przypisywaniu dobrym manierom rzeczywistej wartości, że tylko nieliczni z nas, jeżeli w ogóle ktokolwiek, potrafią dokonać rozróżnienia między wykroczeniem przeciw etykiecie a cechami charak­teru człowieka, który to wykroczenie popełnił. Można przebaczyć złamanie wiary, ale nigdy złamania zasad dobrego wychowania. „Człowiek — to jego maniery.”
·         Wyrafinowany smak, delikatne maniery, wytworne przyzwyczajenia, pański sposób życia są oczywistym świadectwem dobrego pochodzenia, gdyż opanowanie ich wymaga czasu, wysiłku oraz nakładu kosztów. Dlatego też nie są one dostępne dla człowieka poświęcającego czas i energię pracy produkcyjnej. Znajomość dobrych form jest nie ule­gającym wątpliwości dowodem, że tę część życia, która umyka obserwacji innych, człowiek dobrze wychowany spędził na przyswajaniu sobie umiejętności nie przyno­szących żadnej materialnej korzyści.


·         Wiele form grzecznościowych stosowanych w życiu codziennym jest bezpośrednim przejawem szacunku i do­brej woli i nie ma na ogół potrzeby doszukiwania się w nich względów prestiżowych; istnienie tych form i ich ogólna akceptacja wyjaśnia się sama przez się. Inna sprawa z pe­wnymi specyficznymi zasadami przyzwoitości; te są wyraź­nie oznakami pozycji społecznej. Jest oczywiste dla każ­dego, kto ma oczy otwarte, że nasz sposób odnoszenia się do służby i innych ludzi zależnych od nas finansowo jest nacechowany wyższością, chociaż prymitywne, bru­talne przejawy tej wyższości są często zmodyfikowane i złagodzone. Podobnie nasz sposób odnoszenia się do wyższych od siebie, a często i do równych sobie, nacecho­wany jest mniej lub bardziej skonwencjonalizowanymi oznakami podporządkowania.


·         Początkiem instytucji własności prywatnej było posiadanie na własność ludzi, przede wszystkim kobiet. Pobudkami do nabywania tego rodzaju własności były: 1) skłonność do dominacji i stosowania przymusu; 2) wartość tych osób jako dowód dzielności ich właściciela; 3) pożytek ze świadczonych przez nie usług.


·         Kobiety i inni niewolnicy są wysoko cenieni za­równo jako dowody bogactwa, jak też jako środki jego gromadzenia. Wśród plemion pasterskich nabycie nie­wolników jest taką samą inwestycją podejmowaną z my­ślą o zysku, jak nabycie bydła. Niewolnictwo kobiet wywar­ło tak wielki wpływ na życie ekonomiczne w okresie kultury quasi-pokojowej, że np. w czasach Homera kobieta stała się jednostką miary wartości. Nie jest istotne wśród jakich plemion to miało miejsce — istotny jest fakt, że nie­wolnictwo stało się podstawą systemu produkcji i że nie­wolnikami były zwykle kobiety. Powszechną i podstawową formą stosunków międzyludzkich w tym okresie jest sto­sunek pana i sługi. Uznanym dowodem bogactwa — po­siadanie wielu kobiet oraz innych niewolników, których zadaniem było obsługiwanie osoby swego pana oraz pro­dukowanie dóbr dla niego.


·         Jeśli sytuacja majątkowa pana pozwala na to, rosnące potrzeby w zakresie usług osobistych wymagają powo­łania specjalnej kategorii służby osobistej. Osoba pana, jako wcielenie godności, honoru i szlachetności, staje się czymś niezwykle ważnym, co pociąga za sobą rozliczne konsekwencje. Zarówno ze względu na zajmowaną pozycję, jak na szacunek do samego siebie, wielki pan musi mieć do dyspozycji wyspecjalizowaną służbę, której żadne uboczne zajęcia nie odrywałyby od zaszczytnej dbałości o jego cenną osobę. Taka wyspecjalizowana służba potrzebna jest bar­dziej na pokaz niż do wykonywania rzeczywistych usług. Poza funkcją reprezentacyjną, zaspokaja ona jeszcze do­datkowo żądzę władzy pana. Oczywiście, prowadzenie coraz większego domu mogło wymagać dodatkowych rąk do pracy, jednakże nie to było główną przyczyną zwię­kszenia ilości służby, ponieważ zwiększenie to było na ogół dyktowane nie dążeniem do większej wygody, lecz chę­cią podniesienia własnego prestiżu w oczach sąsiadów.


·         Bardzo wiele zajęć związanych z codziennym prowadzeniem współczesnego domu oraz wiele usług uznanych za niezbędne dla zapewnienia wygodnej egzysten­cji cywilizowanego człowieka ma charakter wyłącznie ceremonialny. Dlatego można je śmiało uznać za objaw próżniactwa w używanym tutaj znaczeniu tego terminu. Oczywiście mogą one być uznane za niezbędne dla utrzy­mania egzystencji na przyzwoitym poziomie i mimo swego całkowicie ceremonialnego charakteru mogą przyczy­niać się do zwiększenia wygód osobistych. Ich ceremo­nialny charakter polega jednak na tym właśnie, że uważamy je za niezbędne, ponieważ nauczyliśmy się wymagać ich pod groźbę ujmy, kompromitacji i poniżenia. Odczuwamy dotkliwie ich brak, ale nie dlatego, że powoduje on zmniej­szenie naszego fizycznego komfortu. Człowiek, któremu obce są konwencjonalne pojęcia tego, co stosowne i nie­stosowne, nie zwróciłby na ten brak żadnej uwagi.


·         Główną cechą wymaganą od dobrego służącego jest, by dokładnie znał swoje miejsce. Nie wystarczy jeśli wie, jak wykonywać sprawnie pewne czynności, by osiągać odpowiednie rezultaty, chodzi o to, by wiedział, w jakiej formie powinien je osiągać. Służba domowa jest raczej rodzajem pracy umysłowej niż pracy mechanicznej. Sto­pniowo powstaje skomplikowany system przepisów re­gulujących zasady właściwego praktykowania przez klasę służących ich próżnowania za kogoś. Każde odstępstwo od tych zasad powoduje ostre potępienie nie dlatego, że powoduje pewne techniczne zakłócenia w obsłudze ani nawet dlatego, że obnaża brak służalczości, lecz głównie dlatego, że ujawnia niedostatki specjalnego wyszkolenia.


·         Najczęstszą przyczyną zatrudniania służby domowej w średniozamożnym domu jest oficjalnie niemożność po­dołania pracy, której wymaga od członków rodziny pro­wadzenie dużego nowoczesnego domu. Natomiast przyczy­ny tej niemożności są dwie: 1) wszyscy członkowie rodziny mają zbyt dużo „obowiązków towarzyskich” oraz 2) praca domowa jest zbyt ciężka i jest jej zbyt wiele. Można je zatem przeformułować w sposób następujący: 1) tyrańska za­sada przyzwoitości nakłada na tych ludzi obowiązek poświęcania swego czasu i wysiłku praktykowaniu próż­nowania na pokaz w postaci spotkań towarzyskich, przejaż­dżek, przynależności do klubu, uprawiania sportu czy działalności charytatywnej i temu podobnych zajęć to­warzyskich. Ludzie poświęcający tym zajęciom swój czas i siły wyznają prywatnie, że wszystkie te czynności — jak również związane z nimi dbałość o strój i inne przeja­wy próżnowania na pokaz — są niezwykle uciążliwe, ale, niestety, nieuniknione. 2) Na skutek obowiązku kon­sumpcji dóbr na pokaz mechanizm życia domowego stał się tak skomplikowany i uciążliwy w prowadzeniu, że chcąc utrzymać na odpowiednim poziomie mieszkanie, ume­blowanie, liczne antyki, bibeloty, dbać o stroje i zacho­wać ceremoniał posiłków, konsumenci wszystkich tych dóbr nie mogą samodzielnie dać sobie rady z tą wielką machiną. Osobisty kontakt z ludźmi wynajętymi do pomocy w codziennych zabiegach koniecznych do utrzymania się „na poziomie” jest na ogół nieprzyjemny, lecz cierpi się ich obecność, a nawet się im płaci, by złożyć na ich barki część tej niezbędnej a uciążliwej konsumpcji. Znoszenie obecności służby domowej i specjalnej służby osobistej jest w dużym stopniu zrzeczeniem się wygód osobistych na rzecz wewnętrznej potrzeby utrzymania się na poziomie.


·         Od czasów najdawniejszych przez cały okres trwania kultury patriarchalnej przygotowywanie i poda­wanie tych zbytkownych potraw i napojów było obowiąz­kiem kobiet, a konsumowanie ich — przywilejem szlache­tnie urodzonych mężczyzn. W konsekwencji — pijaństwo i inne patologiczne skutki używania środków podnieca­jących uznane zostały za coś zaszczytnego jako świadec­two wysokiej pozycji tych, którzy mogą sobie na to po­zwolić. Stany upojenia alkoholowego lub narkotycznego są u niektórych ludów uważane za znamiona męskości.

·         W procesie nieustannego udoskonalania przezna­czonych dla niego artykułów konsumpcyjnych, głównym celem i motorem wprowadzania innowacji jest niewątpli­wie zwiększenie ich przydatności dla tych celów oraz, w odniesieniu do artykułów służących wygodzie osobistej i dobremu samopoczuciu, staranności ich wykonania. Celem konsumpcji są nie tylko potrzeby praktyczne i po­szukiwanie wygody. Wchodzą tu w grę wymogi prestiżowe, które podporządkowują sobie ów proces. Konsumpcją doskonalszych, ulepszonych artykułów jest dowodem bogactwa — przynosi zaszczyt; natomiast niemożność konsumowania ich w odpowiedniej ilości i w odpowiednio wysokim gatunku, odwrotnie — jest dowodem niższości i przynosi ujmę.

·         Z wymaganiem, aby szlachetnie urodzony konsumował bez ograniczeń i tylko dobra w naj­wyższym gatunku, ściśle związane jest wymaganie, by wie­dział, jak je konsumować w sposób odpowiedni. Jego ży­cie wypełnione próżnowaniem, musi być nim wypełnio­ne zgodnie z zasadami dobrych form. Stąd właśnie biorą początek dobre maniery, których powstawanie opisaliśmy w rozdziale poprzednim. Szlachetne maniery i pański spo­sób życia są wynikiem podporządkowania się zasadom próżnowania i konsumpcji na pokaz.



·         Konsumpcja na pokaz dóbr najlepszej jakości jest spo­sobem zdobywania prestiżu przez przedstawiciela klasy próżniaczej. Im staje się bogatszy, tym trudniej mu samo­dzielnie podołać zadaniu i dać odpowiednie świadectwo swego dobrobytu. Zaczyna więc korzystać z pomocy przy­jaciół i współzawodników, którym rozdaje wartościowe podarunki i dla których urządza kosztowne przyjęcia i zabawy. Zwyczaj rozdawania podarunków i urządzania uroczystości miał zapewne inną genezę, jednakże niezwy­kle wcześnie zaczął służyć owej naiwnej ostentacji i charak­ter ten zachował do dzisiaj. Jest ona racją istnienia tego obyczaju o bardzo długiej tradycji. Niezwykle kosztowne zabawy, takie jak potlacz lub wielkie przyjęcie, szczególnie dobrze pełnią tę funkcję: rywal staje się jednocześnie środ­kiem do osiągnięcia nad nim zwycięstwa; gość konsumuje w zastępstwie swego gospodarza, będąc jednocześnie świad­kiem konsumowania nadmiaru dóbr, z którym sam gos­podarz nie dał sobie rady, a jednocześnie ma okazję stwier­dzić znakomite opanowanie przez gospodarza przepisów etykiety.


·         W wydawaniu kosztownych przyjęć oczywiście odgry­wają rolę również inne, łatwiejsze do zaakceptowania mo­tywy. U narodzin zwyczaju wspólnego biesiadowania leżą prawdopodobnie motywy towarzyskie i religijne. Funkcjo­nują one także w dalszych stadiach rozwoju kultury, lecz przestają być motywami wyłącznymi. Późniejsze biesiady i zabawy klasy próżniaczej mogą w niewielkim stopniu zaspokajać potrzeby religijne, w większym stopniu potrzeby rozrywkowe i towarzyskie, lecz służą również jako jedna z form rywalizacji i to służą wcale dobrze, ponieważ ukrywają istotne motywy za szyldem innych nie zabar­wionych rywalizacją, a więc łatwiejszych do ujawnienia.


·         W klasie średniej próżnowanie żony nie jest w żadnym razie manifestacją lenistwa czy bezczynności. Niemal zaw­sze występuje ono pod postacią spełniania obowiązków domowych lub towarzyskich, które przy bliższej analizie okazują się nie służyć prawie niczemu, poza wykazaniem, że żona pana X nie zajmuje się niczym przynoszącym zysk lub praktycznie pożytecznym.


·         Klasa próżniacza cieszy się najwyższym prestiżem w społeczeństwie i uznane przez nią wartości obowiązują w całym społeczeństwie, stają się miernikami prestiżu. Przestrzeganie w miarę możliwości tych norm obowiązuje wszystkie klasy znajdujące się niżej na dra­binie społecznej. W nowoczesnych społeczeństwach cy­wilizowanych linie podziału między klasami częściowo się zatarły, w następstwie czego normy przyzwoitości i „wymogi szacowności” ustanowione przez klasę wyższą wywierają w zasadzie przemożny wpływ na wszystkie klasy społeczne, do najniższych włącznie. Wzorcem dla każdej z warstw staje się styl życia obowiązujący w najbliższej warstwie wyższej i cała energia zostaje skoncentrowana na dostosowaniu się do owego wzorca. Pod groźbą utraty dobrego imienia i szacunku dla samego siebie, trzeba pod­porządkowywać się tym obowiązującym przepisom, przy­najmniej na zewnątrz.


·         Żadna klasa społeczna, nawet znajdująca się na dnie nędzy, nie zaniedbuje całkowicie konsumpcji na pokaz. Ostatnie jej przejawy są porzucane dopiero pod naciskiem ostatecznej konieczności. Trzeba wielkiej nędzy i potwornych warunków, by ludzie odrzu­cili ostatnią błyskotkę i ostatni pozór „przyzwoitej” po­zycji materialnej. Nie ma takiej klasy ani takiego kraju, który do tego stopnia ugiąłby się pod naporem potrzeb biologicznych, aby wyrzec się wszelkiego zaspokojenia tej wyższej czy, jak kto woli, duchowej potrzeby.


·         Środki komunikacji i ruchliwość ludności wystawiają teraz jednostkę na obstrzał spojrzeń wielkiej liczby osób, dla których jedyną podstawą do oceny jej pozycji są konsu­mowane przez nią publicznie dobra i może jeszcze dobre maniery. Podobnie, choć w inny sposób, działa nowoczesna orga­nizacja przemysłu. Wytwarza ona wielkie skupiska ludzi mieszkających w sąsiednich domach, których nie łączy żadna więź poza tym, że obok siebie mieszkają; sąsiedzi najczęściej nie są sąsiadami ani nawet znajomymi w sensie społecznym. Mimo to ich dobra opinia jest czymś niezwy­kle ważnym i użytecznym. Jedynym dostępnym sposobem udokumentowania tym obojętnym obserwatorom swojej pozycji majątkowej jest nieustanne demonstrowanie swoich możliwości płacenia. Nowoczesne społeczeństwo dos­tarcza również wielu okazji pokazania się publicznie wśród ludzi nieznajomych, np. w kościele, teatrze, na dancingu, w hotelu, parku, sklepie itp. Po to, by zrobić wrażenie na przygodnych obserwatorach i czuć się dobrze będąc przez nich obserwowanym, trzeba, aby symbole „pozycji mate­rialnej” były widoczne dla wszystkich na pierwszy rzut oka. Oczywiste jest więc, że obecny kierunek rozwoju społeczno-ekonomicznego działa na rzecz konsumpcji na pokaz kosztem próżnowania na pokaz.


·         Konsumpcja stanowi o wiele istotniejszy element po­ziomu życia w mieście niż na wsi. Wśród ludności wiej­skiej częściowo zastępują ją oszczędności, a częściowo udogodnienia w gospodarstwie domowym, o których, dzięki sąsiedzkiej plotce, wszyscy wiedzą akurat tyle, by mogły one pełnić rolę świadectwa przyzwoitej pozycji materialnej. Te udogodnienia domowe i umożliwione przez nie próżnowanie — jeśli można mówić tu o próżnowa­niu — da się, oczywiście, zaliczyć do konsumpcji na pokaz. To samo zresztą w dużym stopniu dotyczy osz­czędności. Fakt, że miejska warstwa rzemieślnicza osz­czędza mniej niż farmerzy i inni mieszkańcy wsi spowo­dowany jest na pewno przede wszystkim mniejszą sku­tecznością oszczędzania jako środka reklamy w mieście niż na wsi. Na wsi wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich, a już szczególnie o sytuacji majątkowej każdego. Dodat­kowe pokusy, na jakie wystawieni są rzemieślnicy i klasy pracujące w mieście, mogą same przez się nie skłaniać do większej rozrzutności, jednakże w połączeniu z podwyż­szonym standardem przyzwoitego poziomu konsumpcji znaczą bardzo wiele.


·         Większą skłonność do hulaszczego życia, którą da się za­obserwować wśród drukarzy niż u przeciętnych robotni­ków, należy więc przypisać, przynajmniej w pewnej mierze, częstszym zmianom miejsca pobytu i co za tym idzie, bar­dziej przypadkowym i przemijającym kontaktom z ludźmi. Jednakże istotną przyczyną tych skłonności do hulanki jest, ostatecznie, to samo pragnienie zamanifestowania swojej wyższości i dobrobytu, która skłania francuskiego chłopa do oszczędności i pracowitości, a amerykańskiego milionera do fundowania szkół, szpitali i muzeów. Gdyby nakaz konsumpcji na pokaz nie był poważnie ograniczo­ny przez inne, przeciwstawne cechy ludzkiej natury, ludzie żyjący w takich warunkach, w jakich żyją współczesne miejskie klasy pracujące i rzemieślnicy, w ogóle nie byliby w stanie oszczędzać, bez względu na wysokość swoich za­robków.


·         Przez cały okres ewolucji wydatkowania na pokaz — dóbr, usług lub ludzkiego życia — obowiązuje niezłomna zasada: jeśli ma ono rzeczywiście przynieść dobrą sławę, wydat­kować należy to, co ma się w nadmiarze. Musi być ono mar­notrawstwem, by przynosić zaszczyt. Konsumpcja niez­będnych środków utrzymania nie jest tytułem do chwały, chyba że w porównaniu z nędzarzami, którym nie wystar­cza nawet na minimum egzystencji; wyjściowy poziom kon­sumpcji dla takiego porównania okazałby się jednak bar­dzo nędzny, a „poziom przyzwoitości” — bardzo proza­iczny i nieatrakcyjny. Pewien standard można wyznaczać również w odniesieniu do innych wartości niż bogactwo, np. w odniesieniu do poziomu moralnego lub intelektual­nego, urody bądź siły fizycznej, które mogą stać się przed­miotem rywalizacji. Rywalizacja tego rodzaju jest w dzi­siejszych czasach na porządku dziennym. Jednakże jest ona zwykle tak mocno powiązana z rywalizacją majątkową, że trudno odróżnić jedną od drugiej. Dotyczy to zwłaszcza estetyki i poziomu intelektualnego, bardzo często bowiem różnice intelektualne bądź estetyczne są w gruncie rzeczy tylko różnicami majątkowymi.
  Każda forma użytkowania dóbr wybrana przez konsumenta oraz każdy cel, który pragnie w ten sposób osiągnąć, jest dla niego pożyteczny, skoro go właśnie preferuje. Na gruncie teorii ekonomicznej pro­blem marnotrawstwa, rozpatrywany z punktu widze­nia indywidualnego konsumenta, nie istnieje w ogóle w związku z cym termin „marnotrawstwo” użyty w sen­sie technicznym nie zawiera negatywnej oceny motywów celów konsumenta działającego w myśl zasady marno­trawstwa na pokaz Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że negatywne znaczenie pojęcia „marnotrawstwo w mowie potocznej uk­ształtowane zostało pod wpływem instynktu pracy. To powszechne potępienie marnotrawstwa sprawia, że prze­ceny człowiek, by być w zgodzie z samym sobą, musi dopatrywać się we wszystkich ludzkich wysiłkach i przyjemnościach dążenia do utrzymania lub podwyższenia dobrobytu ogołnego. Każdy fakt ekonomiczny, by zyskać całkowitą aprobatę, musi wykazać się ponadindywidualną użytecznością — użytecznością z ogólnoludzkiego pun­ktu widzenia. Indywidualna korzyść jednostki, uzyskana kosztem innych jednostek, nie zadowala „ekonomicznego sumienia” ludzi, dlatego też współzawodnictwo w wyda­waniu pieniędzy nie znajduje aprobaty.


  • Kryterium decydującym jest odpo­wiedź na pytanie, czy wydatek ten jest korzystny dla do­brobytu ogółu, czy posuwa naprzód proces życiowy trak­towany ponadindywiduałnie. Takie pojmowanie użytecz­ności stanowi koronny argument dla instynktu pracy, który jest trybunałem najwyższej instancji w sprawach tego, co w sensie ekonomicznym jest właściwe i wskazane. Sprawę powinienrozstrzygnąć zdrowy rozsądek.

·         Problem polega nie na tym, czy w istniejących warunkach, wobec okre­ślonych obyczajów i nawyków indywidualnych, rzeczony wydatek zapewnia spokój ducha indywidualnemu konsu­mentowi, lecz na tym, czy niezależnie od przemijających gustów, zwyczajów i konwencjonalnych kryteriów przy­zwoitości poprawia on warunki życia i zapewnia większa z niego satysfakcję. Zwyczajowy wydatek należy zakla­syfikować jako marnotrawstwo tylko wówczas, jeśli jest on podyktowany rywalizacja majątkową — to znaczy wów­czas, gdy można stwierdzić, że zwyczaj wydawana pie­niędzy na ten ceł nie ugruntowałby się i nie stałby się obo­wiązujący, gdyby nie obowiązywała rywalizacji o prestiż majątkowy lub sukces ekonomiczny.

·         wiele trudniej jest zredukować wydatki, odzwyczaić się od raz osiągniętej stopy życiowej niż zwiększyć wydatki odpowiednio do wzro­stu zamożności.


·         Wiele zwyczajowo ponoszonych wydat­ków na konsumpcję okazuje się przy bliższej analizie cał­kowicie zbędne; mają więc one charakter wyłącznie re­prezentacyjny.

·         Można prawdopodobnie powiedzieć, że prestiżowe, ostentacyjnie marnotrawne wydatki, będące podstawą do­brego samopoczucia psychicznego, stają się z czasem bar­dziej niezbędne niż wiele wydatków służących zaspoko­jeniu „niższych” potrzeb związanych z dobrym samopo­czuciem fizycznym lub zgoła koniecznych dla utrzymania się przy życiu.


·         Nieumiejętność zwiększenia wydatków na reprezentacyjną konsumpcję mimo wzrostu zamożności, w tych rzadkich wypadkach, gdy się to zdarza, uznawana jest za coś nie­normalnego, wymagającego specjalnych wyjaśnień, i lu­dziom, którzy tego nie potrafią, zarzuca się skąpstwo. Natomiast natychmiastowa reakcja na wzrost dochodów uznana jest za stan normalny, który dowodzi, że przeciętny, już osiągnięty poziom konsumpcji nie jest właściwym po­ziomem. Właściwy poziom znajduje się nieco powyżej już osiągniętego i osiągnięcie go zawsze wymaga pewnego wysiłku. Motywem działania jest rywalizacja, leżąca u pod­staw zawistnych porównań, która nakazuje nam zdys­tansować tych, których przywykliśmy uważać za równych sobie.

·         Poza instynktem samozachowawczym, skłonność do rywalizacji jest chyba najsilniejszym, najbardziej gwał­townym i najtrwalszym spośród motywów stricte ekonomicznych.


·         W społeczeństwie przemysłowym skłonność do rywalizacji wyraża się w rywalizacji majątkowej, co w odniesieniu do współczesnych cywilizowanych społe­czeństw zachodnich jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że wyraża się ona w takiej czy innej postaci ostentacyjnego marnotrawstwa. Dlatego też skłonność do marnotrawstwa na pokaz jest w stanie nadążyć za każdym wzrostem wy­dajności przemysłu i wchłonąć wszelkie nadwyżki dóbr pozostałe po zaspokojeniu elementarnych potrzeb biolo­gicznych.

·         Gdy rozwój produkcji poz­wala na zmniejszenie wysiłku — ludzie zużywają nadwyżkę na zaspokojenie potrzeby konsumpcji na pokaz, która jest nieskończenie elastyczna i niezaspokojona, zgodnie z tym, co teoria ekonomiczna mówi na temat wszystkich potrzeb wyższych czy duchowych. Ten głównie czynnik oddziałujący na standard życia skłonił J. St. Milla do po­wiedzenia, że „... jak dotąd, jest wątpliwe czy któryś z do­tychczasowych wynalazków technicznych zmniejszył dzienny trud jakiejś jednostki ludzkiej”


·         Poziom życia jednostki jest w dużej mierze wyznaczany przez standard obowiązujący w społeczności czy klasie, do której ta jednostka należy. Dzieje się tak dlatego, że obowiązujący standard wydaje się człowiekowi czymś właściwym i dobrym, gdyż ma go nieustannie przed oczami i przyzwyczajony jest do zwiazanego z nim stylu życia. Jest to bezpośredni wpływ powszechnie obowiązującego poziomu na indywidualny poziom życia. Istnieje jeszcze wpływ pośredni — poprzez nacisk opinii publicznej skła­niający do konformizmu wobec uznanego powszechnie poziomu wydatkowania. Dostosowanie się do niego, obwa­rowane groźbą niesławy i ostracyzmu, jest sprawą pres­tiżu. Uznanie i praktyczne osiągnięcie obowiązującego stan­dardu jest zarówno przyjemne jak użyteczne, zwykle nawet niezbędne dla dobrego samopoczucia i sukcesu życiowego.

·         Życie domowe większości klas społecznych jest stosunkowo skromne w porównaniu z wielkim splen­dorem publicznej części życia, która odbywa się na oczach obserwatorów. Wtórną konsekwencją tego zjawiska jest zwyczaj ukrywania życia prywatnego przed oczami widzów. Ludzie utrzymują w tajemnicy przed sąsiadami tę część swej prywatnej konsumpcji, która może się odbywać w od­osobnieniu, nie przynosząc ujmy. Stąd troska, aby pos­tronni nie mogli obserwować życia domowego, rozpow­szechniona w większości społeczeństw gospodarczo roz­winiętych i stąd, jako cecha wtórna, zwyczaj przestrzega­nia prywatności i rezerwa w stosunkach z ludźmi, charak­teryzujące kodeks postępowania wyższych klas w każdym społeczeństwie. Niska stopa urodzeń wśród klas społe­cznych, na które nakaz prestiżowego wydawania pieniędzy wywiera największy nacisk, da się również wyprowadzić z nakazów marnotrawstwa na pokaz wyznaczającego po­ziom życiowy. Pociągająca za sobą znaczny wzrost kosztów konsumpcja na pokaz, która wymaga przyzwoitego utrzy­mania, działa w tym przypadku jako poważna przeszkoda. Jest to prawdopodobnie najbardziej efektywny z motywów prowadzących do kontroli urodzeń zalecanej przez Malthusa.

·         Zasada ostentacyjnego marnotrawstwa kieruje kształtowa­niem się nawyków myślowych, określających co jest sto­sowne i godne w odniesieniu do sposobu życia i przedmio­tów użytkowych. Tą drogą zasada ta przenika inne zasady zachowania się, które nie są związane bezpośrednio z pie­niężnym kodeksem prestiżu, lecz mają pewne trwałe bądź przejściowe znaczenie gospodarcze. A więc zasada zaszczyt­nego marnotrawstwa może wpłynąć bezpośrednio lub pośrednio na poczucie obowiązku, poczucie piękna, po­jęcie użyteczności, pojmowanie pobożności i naukowe ro­zumienie prawdy.


·         Oczywiste twier­dzenie, że zasada nienaruszalności własności prywatnej jest sprzeczna z zasadą czy obyczajem dążenia do bo­gactwa i zdobywania uznania- poprzez konsumpcję na po­kaz, nie wymaga chyba specjalnego uzasadnienia. Więk­szość przestępstw związanych z naruszeniem własności — zwłaszcza wielkich przestępstw — ma źródło w tej sprze­czności. Jest również rzeczą powszechnie znaną, przysło­wiową nawet, że w przypadku przestępstw przynoszących wielką fortunę przestępcy kara nie jest tak wysoka ani potępienie tak znaczne, jakich należałoby oczekiwać w świe­tle naiwnie pojmowanego kodeksu moralnego. Złodziej lub oszust, któremu przestępstwo umożliwiło zyskanie wielkiego bogactwa, łatwiej niż drobny złodziej uniknie rygo­rystycznego wymiaru sprawiedliwości, a na dodatek dzięki zdobytemu bogactwu i ostentacyjnemu wydawaniu swych nieregularnych dochodów zyska pewne quantum dobrej re­putacji

·         Świątynia i jej wystrój wydają się zimne i surowe we wszyst­kich kultach, w których nie wierzy się, że święty lub bóg przebywa w tej świątyni osobiście, użytkując ją dla zaspo­kojenia przypisywanej mu potrzeby zbytku. Charakter rekwizytów kultu jest natomiast nieco inny w religiach, które przypisują bóstwu obyczaje zbliżone do obyczajów ziemskich potentatów patriarchalnych, gdzie w myśl wyo­brażeń wyznawców bóg czyni osobisty użytek z dóbr kon­sumpcyjnych. W tym przypadku świątynia i jej urządzenie mają raczej charakter dóbr przeznaczonych do ostentacyjnej konsumpcji ziemskiego pana lub właściciela.


·         Zasada marnotrawstwa wkracza w domenę rytuału re­ligijnego nie tylko poprzez ustanowienie poziomu zbytkowności w tej dziedzinie. Wpływa ona zarówno na kształt przedmiotów materialnych, jak na obyczaje i odwołuje się nie tylko do zastępczej konsumpcji, lecz i do zastępczego próżnowania. Kapłana powinna cechować powściągliwość, bezczynne życie, zachowywanie pozorów oraz składanie dowodów, że w życiu jego nie ma miejsca na żadne zmysłowe przyjemności.

·         Każdy rytuał ogranicza się po części do pow­tarzania formułek. Ta postępująca formalizacja cechuje zwłaszcza tradycyjne, bardziej rozwinięte kulty, gdzie ży­cie i ubiór kapłanów są jednocześnie bardziej surowe i bar­dziej ozdobne, jednakże da się również zaobserwować w kultach sekt nowszych, gdzie wymagania wobec księży, szat liturgicznych i przedmiotów kultu są mniej rygorys­tyczne. Powtarzanie formułek w służbie bożej (termin „służba” zawiera odcień znaczeniowy istotny dla omawia­nego problemu) nabiera coraz bardziej powierzchownego I zewnętrznego charakteru, w miarę jak kult utrwala się, staje się starszy i bardziej tradycyjny. Ta powierzchowność powtarzanych formułek daje satysfakcję ludziom, którzy w sprawach religii przestrzegają dobrych manier. Jedno­cześnie przez swoją powierzchowność i formalizm obrzęd taki świadczy wyraźnie, że władca, na cześć którego się go odprawia, nie wymaga autentycznej gorliwości od swoich sług. Są to sługi nie przynoszące bezpośrednich korzyści i fakt ten przydaje splendoru ich panu. Nie potrzeba chyba nawet wskazywać na ścisłą analogię między rolą kapłana a lokaja. W obu przypadkach formalny charakter tych czynności jest widoczny i oczywisty. Zawodowe czynności kapłana nie powinny być wykonywane zręcznie ani spraw­nie, gdyż powinny świadczyć o braku możliwości wyko­nywania przez niego innej pracy.

·         Powszechnie uważa się również — i kładzie się na to pewien nacisk — że kapłani-sługi boże nie powinni podej­mować pracy produkcyjnej; żadna praca, żadna działal­ność przynosząca konkretny pożytek ludziom nie może być wykonywana w obecności boga ani w obrębie świąty­ni; do świątyni należy przyjść oczyszczonym ze wszystkiego, co mogłoby sprofanować boga swą płaską produkcyjnością, i ubranym w strój kosztowniejszy niż codzienne odzienie; w święta ustanowione dla uczczenia boga lub w celu obco­wania z nim nikt nie może wykonywać żadnej przynoszą­cej pożytek pracy. Nawet dalsi, świeccy poddani bogamuszą uprawiać zastępcze próżnowanie raz na siedem dni.


·         Pewne artykuły użytkowe przedkłada się nad inne dla­tego, że noszą cechy marnotrawstwa na pokaz, traktuje się je w pewnym sensie jako dobra użyteczne, proporcjo­nalnie do tych cech, mimo że są źle przystosowane do peł­nienia właściwej funkcji użytkowej.

·         Ręcznie robiona srebrna łyżka, warta dziesięć do dwudziestu dolarów, nie jest bar­dziej użyteczna — w podstawowym znaczeniu tego słowa — od łyżki z tego samego metalu wykonanej fabrycznie. Może nawet nie być bardziej użyteczna od łyżki wykonanej fabrycznie z jakiegoś „podłego” metalu, np. z aluminium, która kosztuje około dziesięciu, dwudziestu centów. Srebrna łyżka jest zwykle nawet mniej wygodna i mniej praktyczna w zastosowaniu domowym. Oczywiście łatwo zwrócić uwa­gę, że jedna z głównych funkcji, jeżeli w ogóle nie główna, kosztowniejszej łyżki została w tym rozumowaniu pomi­nięta; ręcznie robiona łyżka odwołuje się do naszego smaku estetycznego, zaspokaja poczucie piękna, podczas gdy fa­bryczna, wykonana z pospolitego metalu nie duży niczemu prócz zwykłej funkcji jedzenia. Rzecz wygląda rzeczy­wiście tak, jak głosi przytoczona uwaga, lecz po bliższym zastanowieniu okaże się, że uwaga ta jest tylko pozornie słuszna. Albowiem: 1) chociaż oba materiały, z których są zrobione nasze łyżki, są ładne i przydatne do celów, do których zostały przeznaczone, materiał, z którego zro­biona jest ręcznie kuta łyżka, jest sto razy kosztowniejszy, mimo że bardzo nieznacznie przewyższa ten drugi fakturą i koloiytem i nie jest wiele lepszy wpraktycznym użytko­waniu; 2) gdyby okazało się, że łyżka rzekomo ręcznie robiona jest tylko zręczną imitacją ręcznego wyrobu, mimo że tak dobrą, iż różnicę w fakturze i linii może zau­ważyć tylko fachowe oko po dokładnym przyjrzeniu się, wartość użytkowa tej łyżki, włączając satysfakcję, jaką czer­pie użytkownik z podziwiania jej piękna, spadłaby natych­miast o osiemdziesiąt, dziewięćdziesiąt procent, lub nawet więcej; 3) jeśli obie łyżki byłyby do tego stopnia identyczne, że maszynowy wyrób zdradzałaby tylko waga — identy­czność formy i koloru przydałaby bardzo niewiele wartości łyżce fabrycznej, ani nie apelowałaby do „poczucia piękna” użytkownika, chyba że tańsza łyżka byłaby modną nowością lub koszt jej produkcji byłby wyższy od nominalnego.

·         Większa satysfakcja, jaką czerpiemy z używania i oglądania przedmiotów kosz­townych i rzekomo pięknych, zaspokaja zwykle przede wszystkim naszą potrzebę rzeczy kosztownych, dla nie­poznaki nazwaną „poczuciem piękna”. Wyższa ocena droż­szego przedmiotu opiera się znacznie częściej na jego wyż­szości prestiżowej niż na autentycznym podziwie dla piękna.


·         „Niezależnie od tego, jak piękne dla oka są klejnoty, rzadkość ich i wysoka cena przydają im wartości wyjątkowej, której nie miałyby, gdyby były tanie”. Ogólnie biorąc, ludzie mieliby stosun­kowo słabe pobudki do użytkowania i posiadania na wy­łączną własność rzeczy pięknych, gdyby nie ich znaczenie prestiżowe jako artykułów ostentacyjnego marnotrawstwa.


·         Połączenie i przemieszanie kosztowności z wartoś­cią estetyczną można pokazać na przykładzie sposobu ubierania się i urządzenia mieszkania. Zasada reputacji przesądza o fasonach i kolorze stroju, materiale, z jakiego jest wykonany i ogólnej sylwetce, jaką należy prezento­wać aktualnie. Niedostosowanie się do tych nakazów razi nas jako pogwałcenie kanonów estetycznych. Modny ubiór spotyka się z prawdziwą i niekłamaną aprobatą. Rzeczy modne podobają nam się natychmiast i najczęściej jest to całkowicie szczere. Włochate materiały i krzykliwe kolory rażą nas, gdy modne są rzeczy z gładkich tkanin i w spokojnym tonie. Tegoroczny model fantazyjnego ka­pelusza bardziej odpowiada naszym gustom estetycznym niż równie fantazyjny model zeszłoroczny, chociaż z per­spektywy ćwierćwiecza bądź wieku trudno byłoby, jak są­dzę, ocenić, który z nich jest piękniejszy.

·         Rozbudowany nawyk do pozytywnej oceny kosztow­ności najrozmaitszych dóbr i zwyczajowe identyfikowanie piękna z odpowiednią ceną powoduje, że przedmiotu, który nie jest drogi, nie uważa się za piękny.


·         Starannie strzyżony trawnik jest czymś pięknym w oczach ludzi, którzy mają wrodzoną skłonność do znaj­dowania przyjemności w patrzeniu na dobrze utrzymaną łąkę lub pastwisko.

·         Parki publiczne należą oczywiście do tej samej kate­gorii co trawniki — mają również naśladować pastwisko. Park taki najlepiej utrzymać pasąc na nim bydło; przy­daje ono piękna, co łatwo przyzna każdy, kto widział dobrze utrzymane pastwisko. Jednakże bydło w parkach pojawia się rzadko, ponieważ kryteria oparte na pienią­dzu kształtują upodobania ogółu. To, co robią wykwali­fikowani robotnicy pod nadzorem fachowego ogrodnika w rezultacie mniej lub więcej przypomina pastwisko, któ­remu jednak zawsze nie dostaje artystycznej niedbałości, jaką odznaczają się pastwiska prawdziwe. Jednakże w od­czuciu ogółu, stado bydła wyraźnie wiąże się z czymś pożytecznym i z oszczędną gospodarką, a więc takie stado w parku publicznym byłoby czymś nie do przyjęcia. Ten sposób utrzymywania zielonych terenów jest ponadto sto­sunkowo niedrogi, dlatego więc nie przystoi go stosować.


·         Kot nie podnosi tak prestiżu jak psy i konie, gdyż jest najmniej kosztowny, a może nawet służyć pożytecznemu celowi. Jednocześnie kot z natury nie nadaje się do pre­stiżowych celów. Żyje on obok ludzi na zasadach równości i nie interesuje się stosunkami opartymi na hierarchii po­zycji, która jest podstawą wartości, godności, honoru i re­putacji. Ponadto kot nie stanowi dogodnego obiektu za­wistnych porównań. Wyjątek od tej zasady stanowią takie niezwykłe gatunki jak angora, które, dzięki swej kosztow­ności, posiadają pewne znaczenie prestiżowe; ze względu na ich wartość pieniężną uznaje się je za ładne.

·         Pies natomiast ma zalety ze względu na swą bezużyteczność, jak też ze względu na specjalne cechy charakteru. Często mówi się o nim w sensie pozytywnym, jako o przy­jacielu człowieka oraz chwali się jego inteligencję i wierność. Znaczy to, że pies jest sługą człowieka, i że posiada dar słu­żalczego podporządkowania się i niewolniczą skwapli- wość w odgadywaniu nastroju swego pana. Jednocześnie z tymi cechami, które dopasowują go do stosunków opar­tych na hierarchii pozycji społecznych, pies posiada pewne rysy świadczące o jego wątpliwej wartości estetycznej. Jest ze wszystkich zwierząt domowych najbrudniejszy i najnieznośniejszy. Nadrabia to służalczością wobec swego pana i gotowością uczynienia krzywdy lub szkody innym. Dlatego też pies zdobywa nasze względy pozwalając pofol­gować ludzkiej skłonności do panowania, a ponieważ jednocześnie jest dosyć kosztowny i na ogół nie nadaje się do celów produkcyjnych, służy podnoszeniu prestiżu. Pies jest jednocześnie związany w naszych wyobrażeniach z polowaniem — czyli z zajęciem zaszczytnym i stanowiącym wyraz przynoszącego zaszczyt instynktu łupieżczego.

·         Wielu ludzi w dobrej wierze uważa za piękne nawet te rasy psów, które pomysło­wość hodowcy doprowadziła do groteskowej deformacji. Rasom tym przypisuje się wartość estetyczną zależnie od ich śmieszności i mody faworyzującej dany rodzaj wyna­turzenia. Dla naszych celów można powiedzieć, że użytecz­ność tych psów zależy od stopnia groteskowości i niestałości mody i wynika z rzadkości i związanej z nią kosztowności ras. Wartość handlowa psich monstrów takich, jak najmodniejsze obecnie rasy psów pokojowych cenionych przez właścicieli przede wszystkim jako przedmiot ostentacyj­nej konsumpcji, opiera się na wysokich kosztach produkcji, Pośrednio, ze względu na ich elegancką kosztowność, przy­pisuje się im także użyteczność społeczną i w ten sposób, dzięki łatwej zamianie słów i pojęć, podziwia się je i uważa za piękne.


·         Na tym etapie rozwoju gospodarczego, w którym dobra opinia opiera się na próżnowaniu na pokaz, idealna kobieta powinna mieć maleńkie i delikatne dłonie i stopy oraz smukłą figurę. Te cechy, oraz wady budowy, które się z tym łączą, wskazują, że osoba ta nie jest zdolna do żadnego użytecznego wysiłku i musi być utrzymywana, w bezczynności, przez swego właściciela. Kobieta taka jest niepotrzebna i kosztowna — i dlatego cenna, bo świadczy dobrze o możliwościach finansowych. W wyniku tego na omawianym etapie rozwoju kultury, kobiety starają się do­stosować do ideału dokładając wysiłków w celu zmienienia swego wyglądu tak, by odpowiadał tym wyrafinowanym gustom epoki. Mężczyźni pod wpływem kryteriów ele­gancji opartych na pieniądzu uznali owe sztucznie wytwo­rzone, patologiczne cechy fizyczne za pociągające.

·         Piękno formy wydaje się — w tym ujęciu — kwe­stią łatwości postrzegania. Twierdzenie to można zresztą śmiało rozszerzyć. Abstrahując od skojarzeń, treści, ty­pów ekspresji uważanych za elementy piękna, uznanie jakiegoś przedmiotu za piękny oznacza, że umysł ludzki chętnie i łatwo przejawia aktywność percepcyjną w kie­runkach, które dany przedmiot podsuwa. A umysł łatwo przejawia aktywność w tych kierunkach, do których się skłania skutkiem długiego i silnego przyzwyczajenia. Jeśli chodzi o podstawowe, najistotniejsze elementy piękna, przyzwyczajenie to jest tak dawne i tak z człowiekiem zrośnięte, że dało w wyniku nie tylko skłonność do spo­strzegania pewnych form, lecz również widzenie ich związ­ku z fizjologiczną budową i funkcjami jednostki ludzkiej.


·         Wiele przedmiotów, którymi otaczamy się w życiu codziennym, a także wiele szczegółów codziennego stroju i liczne ozdoby są całko­wicie bezsensowne, a toleruje się je tylko pod naciskiem obowiązujących tradycji. Przykłady zastąpienia piękna i użyteczności wymyślnością i kosztownością można za­obserwować w architekturze domów mieszkalnych, zdo­bnictwie wnętrz oraz w wielu szczegółach stroju, zwłaszcza kobiet i duchowieństwa.

·         Proces przystosowania formy do celów marnotrawstwa na pokaz i zastępowania piękności prawdziwej „pięknoś­cią wynikającą z wartości pieniężnej” zaznaczył się najsil­niej w rozwoju architektury. Byłoby niezwykle trudno znaleźć w świecie cywilizowanym nowoczesną prywatną rezy­dencję lub gmach publiczny, który by mógł aspirować do czegoś więcej niż „nieszkodliwości” estetycznej w oczach każdego, kto oddziela elementy prawdziwej wartości es­tetycznej od oznak szacownego marnotrawstwa. Wielka różnorodność frontowych elewacji „lepszych” kamienic czynszowych w naszych miastach jest zarazem przejawem różnych form upadku architektury i kosztownej niewygody. Z estetycznego punktu widzenia nagie ściany z boku i z tyłu tych budynków, nie tknięte ręką artysty, są zwykle naj­ładniejszymi ich częściami.


·         Dobra wytwarza się i konsumuje w celu peł­niejszego zaspokojenia potrzeb ludzkich i ich użyteczność zależy przede wszystkim od tego, jak służą temu celowi. Celem tym, w ujęciu teoretycznym, jest przede wszystkim pełnia życia jednostki. Jednakże ludzka skłonność do ry­walizacji spowodowała traktowanie dóbr konsumpcyj­nych jako środka do zawistnych porównań, przypisując im dodatkową funkcję świadczenia o możliwościach finan­sowych swego właściciela na tle jego rywali. Ta wtórna funkcja dóbr konsumpcyjnych „uszlachetnia” samą kon­sumpcję, a także wpływa na te dobra, które najlepiej służą celom współzawodnictwa w konsumpcji. Konsumowanie kosztownych dóbr jest zasługą, a dużym uznaniem cieszą się te artykuły, których cena przewyższa ich wartość prak­tyczną. Oznaki dodatkowej, zbędnej kosztowności dóbr są więc oznakami ich wartości, stanowią o ich wysokiej przy­datności dla wtórnych celów współzawodnictwa w kon­sumpcji, ponieważ wzbudzają zawiść. Odwrotnie — arty­kuły noszące piętno wulgarnie oszczędnego przystoso­wania do celów praktycznych i nie posiadające marginesu kosztowności, na którym mogłyby się oprzeć owe porów­nania — poniżają właściciela i są przez to nieatrakcyjne.

·         Podczas gdy ludzie początkowo odnosili się z dezapro­batą do oszczędnego sposobu życia, ponieważ świadczył on o braku możliwości wydawania wiele, a więc ozna­czał niepowodzenie materialne, to obecnie popadli w zwy­czaj dezaprobowania przedmiotów tanich jako już z natury nieeleganckich i bezwartościowych.


·         Osta­tecznie tak umocniliśmy przekonanie o bezwartościowości wszystkich niekosztownych przedmiotów, że nie mamy żadnych wątpliwości przy formułowaniu maksymy: „tani, więc obrzydliwy”. Tak dokładnie zwyczaj dezaprobowania tego, co tanie a aprobowania tego, co kosztowne, przeniknął nasz sposób myślenia, że instynktownie wymagamy pew­nego przynajmniej stopnia zbędnej kosztowności w całej naszej konsumpcji, nawet jeśli chodzi o dobra konsumowane w całkowitym odosobnieniu i bez żadnego zamiaru popi­sywania się.

·         Zwyczaj szukania w artykułach konsumpcyjnych oznak zbędnej kosztowności i wymóg, by wszystkie dobra po­siadały pewien stopień pośredniej użyteczności, stanowią­cej podstawę zawistnych porównań, prowadzi do zmiany kryteriów oceny użyteczności dóbr. Element prestiżowy i element bezpośredniej użyteczności nie odbiegają od siebie w ocenie konsumenta, lecz tworzą łączne pojęcie użyte­czności dóbr. Żadne dobro nie będzie zgodne z tym kry­terium jedynie dlatego, że posiada praktyczną, techni­czną użyteczność. Dla uzupełnienia swych walorów i zdo­bycia pełnego uznania konsumenta musi wykazać się rów­nież elementem prestiżowym. Dzięki temu producenci dóbr konsumpcyjnych starają się, by ich artykuły odpowiadały wymaganiom dyktowanym względami prestiżowymi. Ro­bią to z tym większym zapałem i lepszym skutkiem, że sami znajdują się w zasięgu tych samych wzorców wartości i przykry byłby dla nich widok artykułów, którym bra­kuje właściwego „przyzwoitego” wykończenia. Doszło więc do tego, że dzisiaj w żadnej dziedzinie nikt nie wytwarza i nie sprzedaje artykułów, które by w większym lub mniej­szym stopniu nie zawierały elementu prestiżowego.

·         Każdy konsument, który by za przykładem Diogenesa żądał wyeliminowania wszystkich prestiżowych, zbytkownych ele­mentów ze swej konsumpcji, nie mógłby na współczesnym rynku zaspokoić swych najbardziej podstawowych potrzeb. A nawet gdyby chciał zaspokoić swoje potrzeby wyłącznie drogą własnego wysiłku, miałby trudności z pozbyciem się swoich nawyków myślowych. Nie mógłby więc wyko­nać dóbr potrzebnych do przeżycia jednego dnia nie wypo­sażając — instynktownie i przez przeoczenie — produk­tów przez siebie wytworzonych w jakieś prestiżowe, quasi-dekoracyjne elementy wymagające zbędnej pracy.


·         Jak wiadomo, przy wyborze artykułów użytkowych kupujący kierują się bardziej wykończeniem i wykonaniem towaru niż jakimiś oznakami jego praktycznej użyte­czności. Towary, by można je było sprzedać, muszą „za­wierać w sobie” pokaźną ilość pracy włożonej w nadanie im oznak przyzwoitej kosztowności, która uzupełnia ich zgodną z przeznaczeniem wartość użytkową. Ten zwyczaj uznawania widocznej kosztowności za kryterium użytecz­ności dobra wpływa na podniesienie kosztów produkcji artykułów konsumpcyjnych. Uczula on nas na taniość i uzbraja przeciw niej utożsamiając jakość z kosztem. Konsument w sposób naturalny dąży do nabywania po­trzebnych mu artykułów po jak najniższej cenie, jednakże zwyczajowo rozpowszechniony wymóg widocznej kosztow­ności, jako legitymacji i części składowej użyteczności towaru, skłania go do odrzucania jako marnych gatunkowo artykułów nie charakteryzujących się dość wysokim sto­pniem marnotrawstwa na pokaz.

·         W gruncie rzeczy różnica między produktami maszynowymi a ręcznymi służącymi do tych sa­mych celów polega na ogół na tym, że te pierwsze lepiej spełniają swe podstawowe zadanie; Są to produkty dosko­nalsze, lepiej przystosowane do celu. Nie chroni ich to od złej opinii i pogardy, gdyż nie zdają egzaminu pod wzglę­dem prestiżowego marnotrawstwa. Praca ręczna jest bar­dziej marnotrawną techniką produkcji, dlatego też jej pro­dukty lepiej służą celom prestiżu opartego na pieniądzu, stąd z kolei znaki, że produkt jest wytworem ręcznej pracy uznawane są za świadectwo elegancji i dobrego tonu, a pro­dukty te uważa się za wyższe gatunkowo od odpowiednich produktów fabrycznych.


·         Niższość gatunkową czy wręcz tandetność artykułów konsumpcyjnych, związanych z ich „pospolitością” czyli mówiąc inaczej niskim kosztem produkcji, wiele osób potrak­towało bardzo serio. Zastrzeżenie wysuwane w odniesieniu do produktów wykonanych maszynowo przybiera często postać zastrzeżenia wobec pospolitości tych artykułów. To, co jest pospolite, jest dostępne wielu ludziom. Konsu­mowanie tych dóbr nie jest więc niczym uszlachetniającym ani eleganckim, ponieważ nie służy celom zawistnych po­równań z innymi nabywcami. Stąd też konsumowanie, czy nawet sam widok tych artykułów, jest nieodłącznie związany z odpychającym obrazem życia „nie na poziomie” i dlatego zetknięcie się z takimi przedmiotami pozostawia wyraźne poczucie lichoty i przeciętności, tak niesmaczne i przykre dla osoby wrażliwej.

·         Ostentacja w stroju jest czymś bardziej powszechnym niż osten­tacja w jakiejkolwiek innej dziedzinie konsumpcji. Każdy chyba zgodzi się z banalnym stwierdzeniem, że celem wię­kszości wydatków na ubranie, jakie ponoszą wszystkie klasy społeczne, jest osiągnięcie „przyzwoitego” wyglądu, a nie ochrona przed warunkami atmosferycznymi. I chyba nigdy nie czujemy się tak nędznie, jak wówczas, gdy nie możemy się ubrać stosownie do społecznie uznanego po­ziomu.


·         Wymóg kosztowności wycisnął tak silne piętno na naszym sposobie myślenia i pojęciach o przyzwo­itym wyglądzie, że tylko ubranie drogie nie jest dla nas instynktownie odrażające. Bez zastanawiania się wiemy, że to, co niedrogie, jest pod każdym innym względem bez­wartościowe — „jak cię widzą, tak cię piszą”.

·         Uznajemy coś za ładne i użyteczne pro­porcjonalnie do jego ceny. Z bardzo nielicznymi, nie po­ciągającymi poważniejszych skutków wyjątkami uważamy drogie, ręcznie szyte ubranie za lepsze i ładniejsze od tańszego naśladującego go modelu wykonanego maszyno­wo, nawet gdyby to było wierne odbicie kosztownego oryginału.


·         Ubiór, by skute­cznie spełniał swoją rolę, musi być nie tylko drogi, ale ma również wyraźnie świadczyć, że jego użytkownik nie ma nic wspólnego z żadną pracą produkcyjną. Ten aspekt funkcji stroju pełnił odpowiednią rolę w całym procesie ewolucji sposobu ubierania się, co w wyniku doprowadziło do tak dziś idealnego dostosowania stroju do tej jego fun­kcji. Dokładna analiza powszechnych pojęć o eleganckim ubiorze wykaże z łatwością, że elegancki strój to taki, który świadczy, że jego właściciel nie plami się żadnym po­żytecznym trudem. Jest rzeczą zupełnie oczywistą, że ubranie nie może być uznane za eleganckie ani nawet przyzwoite, jeżeli nosi na sobie piętno fizycznej pracy właściciela - w postaci plam i zniszczeń. Efekt estetyczny schludnego i czyściutkiego ubrania zawdzięczamy głównie, jeśli nie wyłą­cznie, temu, że świadczy ono o bezczynności właściciela — o braku styczności z jakimkolwiek procesem produkcyjnym.

·         Ubiór damski nie tylko znacznie bardziej niż męski świad­czy o bezczynności właścicielki. Spełnia on jeszcze dodat­kowe funkcje. Przykładem może być tutaj noszenie czegoś tak wymyślnego jak gorset. Z punktu widzenia teorii eko­nomicznej noszenie gorsetu oznacza po prostu okaleczanie, stosowane w celu zmniejszenia sił żywotnych kobiety i ode­branie jej zdolności do pracy. Wprawdzie gorset przynosi krzywdę fizyczną właścicielce, lecz straty w tej dziedzinie równoważy większy prestiż, płynący z widocznej słabości i „kosztowności” noszącej go osoby. Można z niewielkim uproszczeniem powiedzieć, że kobiecość damskiego stroju polega w gruncie rzeczy na przeszkadzaniu kobiecie w uży­tecznej pracy.


·         Stroje narodowe bądź ludowe większość znawców przedmiotu uznaje za posiadające większą wartość estetyczną niż zmienna moda współczesnych społeczeństw cywilizowanych. Jednocześ­nie większość tych ładniejszych strojów jest mniej osten­tacyjnie marnotrawna, to znaczy, łatwiej doszukać się w nich innych elementów niż dążenie do popisywania się koszto­wnością.

·         Nawet w swych naj­śmielszych wzlotach moda rzadko przestaje symulować użyteczność. Jednakże pozorna użytkowność modnych szcze­gółów stroju jest zawsze tak widocznym udawaniem i rze­czywista zbędność tych zabiegów jest tak bardzo uderza­jąca, że staje się nie do zniesienia — i wówczas właśnie jedynym wyjściem staje się zmiana mody. Jednakże nowa mo­da musi podporządkowywać się wymogom eleganckiej marnotrawności i zbędności. Ta zbędność i bezsensowność staje się szybko równie nieznośna jak poprzednia, a jedynym rozwiązaniem, jakie dopuszcza zasada marnotrawstwa, jest pogoń za nowym modelem, równie nieużytecznym, bezsensownym i nietrwałym. Stąd zasadnicza brzydota i nieustanna zmienność modnego stroju.


·         Wartość estetyczna, której dopatrujemy się w każdym kolejnym modnym ubiorze, jest całkowicie pozorna, o czym świadczy choćby to, że żadna moda nie wytrzymuje próby czasu. Z perspektywy kilku lat najpię­kniejsze modele wydają się groteskowe bądź wręcz kary­katuralne. Przejściowe upodobanie do wszystkiego, co jest podawane jako ostatnia nowość, opiera się na podstawach pozaestetycznych i trwa tylko dopóty, dopóki rzeczywiste poczucie smaku nie ocknie się i nie odrzuci tej ostatniej nowości.

·         Dzięki dziedzictwu patriarchalnej przeszłości, nasz system społeczny wymaga głównie od kobiety dawa­nia widocznego świadectwa możliwości finansowych całego domu. Zgodnie z formułą obowiązującą we współczesnym cywilizowanym społeczeństwie dobre imię domu powinno być przedmiotem szczególnej troski kobiety i dlatego właśnie do niej przede wszystkim należy cała sfera repre­zentacyjnych wydatków i konsumpcji na pokaz, na których owo dobre imię się opiera. W swej idealnej formie, którą chcą realizować klasy bogatsze, dbałość o ostentacyjne marnowanie majątku i wysiłku powinna być jedyną gospo­darczą funkcją kobiety.


·         Wysokie obcasy, długa spódnica, fantastyczny, nieprak­tyczny kapelusz, gorset i przejawiające się w całym stroju kobiety cywilizowanej lekceważenie wygody — świadczą, że we współczesnym świecie cywilizowanym kobieta jest wciąż, przynajmniej teoretycznie, ekonomicznie zależna od mężczyzny, że, w pewnym uzasadnionym uproszczeniu, jest wciąż jego własnością. Próżnowanie na pokaz i zbytkownywygląd kobiet ma proste uzasadnienie — kobieta jest sługą, której obowiązki, wynikające z podziału funkcji, wyrażają się w świadczeniu o możliwościach finansowych swego pana.

·         Dokonany i cią­gle dokonujący się postęp instytucji społecznych i rozwój ludzkiej osobowości można — w pewnym uproszczeniu — sprowadzić do procesu naturalnej selekcji najbardziej odpowiednich sposobów myślenia oraz przymusowej adap­tacji do środowiska, zmieniającego się w miarę wzrostu liczbowego społeczeństw i stopniowych zmian w insty­tucjach. Instytucje społeczne są nie tylko wynikiem pro­cesu selekcji i adaptacji, który kształtuje postawy i skłonnoś­ci wyznaczają one jednocześnie sposób życia i sto­sunki między ludźmi i dlatego są same z kolei istotnymi czynnikami selekcji. Przemiany instytucji powodują dal­szą selekcję jednostek o najbardziej odpowiednim uspo­sobieniu oraz dalszą adaptację charakteru i obyczajów jednostek do zmieniającego się — dzięki przemianom in­stytucji — środowiska.


·         Czynniki powodujące modyfikację instytucji społecznych w każdym nowoczesnym społeczeństwie przemysłowym są przede wszystkim czynni­kami ekonomicznymi. Mówiąc bardziej konkretnie, czyn­niki te przejawiają się w formie nacisku materialnego.. Omawiane przemiany, dotyczące głównie poglądów na to co dobre i właściwe, dokonują się w poważnym stopniu pod presją konieczności finansowych.

·         Klasa próż­niacza jest klasą konserwatywną. Konieczności stworzone przez ogólną sytuację gospodarczą społeczeństwa nie działa­ją bezpośrednio na członków tej klasy. Nie są oni zmu­szeni pod groźbą zagłady do zmiany sposobu życia i po­glądów teoretycznych na otaczający świat, nie muszą do­stosować się do wymogów nowej techniki przemysło­wej, gdyż nie są w pełnym tego słowa znaczeniu organiczną częścią społeczeństwa przemysłowego. Dlatego też człon­kowie tej klasy nie odczuwają tak wyraźnie rozbieżności między panującym porządkiem społecznym a swymi po­glądami, a to właśnie odczucie jest główną przyczyną skła­niającą grupy ludzkie do porzucenia poglądów i sposobu życia, do którego przywykły.


·         Funkcja klasy próżniaczej w ewolucji społecznej polega na opóźnianiu postępu i za­chowywaniu tego, co przestarzałe.

·         Konserwatyzm jest tak charakterystyczną cechą klasy bogaczy, że został nawet uznany za oznakę dobrego tonu. Zyskał on znamię szlachetności i elegancji jako atrybut bogatszej, a więc cieszącej się wyższym prestiżem części społeczeństwa. Stało się to normą do tego stopnia, że po­glądy konserwatywne są w naszym pojęciu nieodłączną cechą człowieka wysoko postawionego, a wyznawanie ich jest obowiązkowe dla każdego, kto chce mieć nieskazitelnie dobrą opinię.


·         Konserwatyzm, jako cecha klasy wyższej, jest „przyzwoity” — i odwrotnie - reformatorstwo (no­watorstwo) jako cecha klasy niższej, jest pospolite i wul­garne.

·         Właśnie lęk przed wulgarnością jest pierwszym składnikiem naszego instynktownego oporu i potępienia, z jakim odnosimy się do wszystkich reformatorów. Nawet uznając zasadniczą słuszność zasad, które reformator głosi — co łatwo może się zdarzyć, gdy atakuje on do wystarczająco od nas odległe w czasie lub w przestrzeni fizycznej czy „społecznej” — człowiek nie może pozbyć się poczucia, że reformator to ktoś, z kim nieelegancko jest zadawać się i z którym kontaktu należy unikać. Re­formatorstwo jest w złym tonie.


·         Obyczaje, sposoby zachowania i poglądy zamo­żnej klasy próżniaczej nabierają charakteru norm obowią­zujących całe społeczeństwo, znacznie zwiększa zasięg i siłę oddziaływania konserwatyzmu tej klasy. Przyjmowanie poglądów konserwatywnych staje się koniecznością dla wszystkich ludzi dbających o dobrą opinię. Tak więc, dzięki swej wysokiej pozycji arbitra dobrego tonu, klasa bogaczy może opóźniać rozwój społeczny w znacznie sil­niejszym stopniu, niżby pozwoliła na to jej liczebność. Jej, stanowiący normę, przykład silnie umacnia opór innych klas przeciw każdej innowacji i utrwala przywiązanie do do­brych starych instytucji odziedziczonych po przodkach.

·         Najbiedniejsi, i ci, którzy zużywają całą swą energię na codzienne zdobywanie środków do życia, są konserwatywni, bo nie stać ich na wysiłek myślenia, co będzie pojutrze. Bogacze natomiast są konserwatywni, gdyż mają zbyt mało okazji do niezadowolenia z istnieją­cego stanu rzeczy.


·         Klasa próżniacza utrzymuje konserwatyzm klas niższych pozbawiając je, o ile to tylko możliwe, środków do życia, obniżając w ten sposób rozmiary ich konsumpcji i co za tym idzie — energię, tak dalece, że stają się one niezdolne do nauczenia się bądź przyjęcia nowego sposobu myślenia. Akumu­lacja bogactwa na jednym krańcu skali zamożności powo­duje brak odpowiednich środków na jej drugim krańcu.

·         Istnienie klasy próżniaczej stanowi przeszkodę w rozwoju kulturalnym społeczeństwa i działa bezpośrednio; 1) przez właściwą sobie inercję; 2) poprzez zarażanie przy­kładem marnotrawstwa na pokaz i konserwatyzmu; oraz pośrednio 3) poprzez nierówny podział bogactwa i środków utrzymania, na których opiera się samo istnienie tej klasy.


·         Klasa próżniacza jest materialnie za­interesowana w utrzymaniu status quo. W istniejących wa­runkach w jakimkolwiek okresie klasa ta zajmuje pozycję uprzywilejowaną, a można się spodziewać, że jakieś od­stępstwo od panującego porządku może działać raczej na jej niekorzyść, niż odwrotnie.

·         Stosunek klasy próżniaczej (czyli posiadaczy nieprodukujących) do procesu ekonomicznego jest stosunkiem finan­sowym, polega na posiadaniu a nie na wytwarzaniu, na eksploatacji a nie na działalności użytecznej.
·         Obyczaje rządzące światem biznesu ukształ­towały się pod wpływem zasad łupieżczych i pasożytniczych. Są to obyczaje wypływające z instynktu własności pry­watnej, mniej lub bardziej pochodne od dawnej kultury łupieżczej.

·         Zmiany w pro­dukcji wymagają wprowadzenia zmian w systemie zawłasz­czania, a klasy posiadające są zainteresowane w takiej ada­ptacji instytucji pieniężnych, aby osiągać największe efekty w zawłaszczaniu prywatnego zysku, co jest zresztą zgodne z całym procesem przemysłowym, w wyniku którego ten zysk powstaje. Na tym właśnie polega mniej lub bardziej wyraźna rola kierownicza klasy próżniaczej w rozwoju insty­tucji w takim kierunku, który by służył celom pieniężnym, kształtującym życie ekonomiczne klasy próżniaczej.


·         Z chwilą, gdy transakcje pieniężne zostają sprowadzone do czystej rutyny, można obyć się bez kapitanów przemysłu. Nie potrzeba chyba mó­wić, że zakończenie tego procesu należy jeszcze do dalekiej przyszłości. Ulepszenia nowoczesnych instytucji faworyzu­jące finansową stronę interesów powodują zastępowanie kapitanów przemysłu przez „bezduszne” spółki akcyjne, przez co podstawowa funkcja klasy próżniaczej — posia­danie własności — staje się zbędna.

·         Kie­runek, w jakim idzie kształtowanie charakteru społecz­ności przez klasę próżniaczą, można by w przybliżeniu okre­ślić jako zachowawczy czy nawet wsteczny. W konsekwencji prowadzi to do opóźniania rozwoju duchowego w danej społeczności. Szczególnie w późniejszych stadiach rozwoju kultury oddziaływanie owe przybiera charakter zdecydowanie konserwatywny


·         W najwcześniej­szych i najbardziej prymitywnych stadiach rozwoju kultury, ludzie żyli — jak się wydaje —w warunkach pokojowych. Charakter tych ludzi — czyli temperament i postawa du­chowa — ukształtowany pod wpływem ówczesnych wa­runków i instytucji, był również pokojowy, nieagresywny, żeby nie powiedzieć indolentny. To pokojowe stadium roz­woju kultury można — dla naszych obecnych celów uznać za początkową fazę rozwoju społecznego. Należy przypuszczać, że dominującą cechą psychiczną w tej fazie było bezrefleksyjne, niesformułowane poczucie solidar­ności grupowej, wyrażające się głównie w łagodnej, bynaj­mniej nie aktywnej sympatii do wszystkiego, co ułatwia ży­cie ludzkie, oraz w spokojnej niechęci do narzucanych ogra­niczeń i sposobu życia nie przynoszącego ogólnego pożytku. To uczulenie na pożytek ogólny, przenikające sposób my­ślenia człowieka dzikiego z okresu przedłupieżczego, wy­warło zasadniczy wpływ na jego styl życia i stosunki z in­nymi członkami grupy.

·         W okresie przechodzenia do kultury łupieżczej zmienił się charakter walki o byt — z walki ze środowiskiem pozaludzkim stał się walką wewnątrz środowiska ludzkiego. Zmianie tej towarzyszył wzrastający antagonizm i świado­mość tego antagonizmu między poszczególnymi członkami grupy. Zmieniły się stopniowo warunki decydujące o zdo­byciu powodzenia w grupie oraz o przetrwaniu całej grupy. Zmieniło się również panujące nastawienie psychiczne, co pociągnęło za sobą dominację odmiennego układu zdol­ności i skłonności odpowiadających nowemu sposobowi ży­cia. Wśród cech archaicznych, które uważamy za przeżytki pokojowej fazy kultury, można wymienić instynkt solidar­ności etnicznej, który nazywamy sumieniem, obejmujący również wierność i poczucie równości, a także instynkt pracy w jego naiwnej, niezawistnejformie.


·         Dobroć, poczucie równości i ogólna życzliwość nie są cechami pomagającymi jednostce w przetrwaniu. Mogą one chronić tę jednostkę przed re­presjami większości, dla której ideał normalnego człowieka wymaga posiadania tych cech w pewnym niewielkim stopniu. Jeśli jednak pominąć to pośrednie negatywne działanie, moż­na powiedzieć, że człowiek daje sobie tym lepiej radę w sy­stemie współzawodnictwa, im mniej tych cech posiada

·         W systemie kon­kurencji warunki powodzenia dla jednostki niekoniecznie są te same co dla klasy społecznej. Zwycięstwo klasy bądź partii wymaga od jej członków bardzo silnego poczucia odręb­ności klanowej, lojalności wobec wodza i wierności doktrynie. Natomiast jednostka najłatwiej odniesie zwycięstwo w kon­kurencji, gdy wykaże barbarzyńską energię, inicjatywę, egoizm i bezwzględność w połączeniu z charakterystycz­nym dla okresu dzikości brakiem poczucia odrębności kla­nowej i podporządkowania się wodzowi.


·         Każde nowoczesne społeczeństwo koncentruje swoje zain­teresowania wokół wydajności gospodarczej. Miarą przy­datności jednostki dla społeczeństwa jest właśnie jej udział w pospolitej pracy produkcyjnej. Tym interesom zbio­rowym najlepiej służy człowiek uczciwy, pracowity, spo­kojny, mający dobrą wolę, niesamolubny, rozumiejący ciąg przyczyn i skutków, wolny od wierzeń animistycznych, nie oczekujący żadnej nadprzyrodzonej interwencji w zwy­kłe wydarzenia.

·         W warunkach systemu współzawodnictwa, członkowie współczesnego spo­łeczeństwa przemysłowego są rywalami, z których każdy najlepiej osiągnie swój własny cel, jeśli uda mu się, dzięki całkowicie bezwzględnemu postępowaniu z zimną krwią prześcignąć i skrzywdzić swoich bliźnich.


·         Wspominaliśmy już, że współczesne instytucje ekono­miczne dzielą się na dwie kategorie: pieniężne i produkcyjne. To samo można powiedzieć o zawodach i rodzajach pracy. Do pierwszej kategorii zaliczamy zawody związane z włas­nością czy zawłaszczaniem, do drugiej — związane z instynk­tem pracy czy produkcją. To, co było powiedziane o insty­tucjach, odnosi się do zawodów. Interesy ekonomiczne klasy próżniaczej związane są z zawodami „pieniężnymi”, inte­resy klasy pracującej — z obiema kategoriami, ale głównie z zawodami produkcyjnymi. Droga do klasy próżniaczej prowadzi przez zawód „pieniężny”.

·         Tam, gdzie sposób myślenia kształtuje się pod wpływem rywalizacji w przywłaszczaniu i posiadaniu, gdzie działal­ność ekonomiczna zamyka się w granicach własności roz­patrywanej z punktu widzenia jej wartości wymiennej, a za­rządzanie własnością opiera się na wymianie wartości — udział w życiu ekonomicznym wpływa na zachowanie i umoc­nienie łupieżczego nastawienia i sposobu myślenia. Oczy­wiście, współczesny, pokojowy system społeczny utrwala pokojowe cechy łupieżcze oparte na życiu „z przywłaszcze­nia”. Mówiąc inaczej, uprawianie zawodu „pieniężnego” skłania do działań dających się objąć raczej pojęciem oszust­wa niż bardziej archaicznym pojęciem grabieży.


·         W skład zawodów pieniężnych wpływających na utrwa­lenie temperamentu łupieżczego wchodzą zawody związane bezpośrednio z posiadaniem własności — czyli stanowiące właściwe zajęcia klasy próżniaczej — oraz pomocnicze funk­cje łączące się z przywłaszczaniem i gromadzeniem majątku. Chodzi tu o osoby związane z posiadaniem przedsiębiorstw zaangażowanych w walkę konkurencyjną — zwłaszcza zaś o tak podstawowy element zarządzania gospodarką jak operacje finansowe. Można do tej kategorii zaliczyć również większość zawodów powiązanych z handlem. Najdoskonalszym wcieleniem człowieka uprawiającego zawód „pie­niężny” jest „kapitan przemysłu”. Jest to człowiek raczej sprytny niż pomysłowy, a jego pozycja ma raczej charakter finansowy niż produkcyjny. Zarządza on przemysłem w spo­sób dowolny. Pieczę nad technicznymi szczegółami pro­dukcji i organizacji przemysłu zleca podwładnym o mniej „praktycznym” umyśle — ludziom posiadającym instynkt pracy, a nie takim, którzy posiadają zdolności administra­cyjne. Jeśli chodzi o kształtowanie natury ludzkiej poprzez wychowywanie i selekcję, ogół zawodów „nieekonomicz­nych” należy zaliczyć do tej samej kategorii, co zawody pieniężne. Taki właśnie charakter ma zawód polityka, du­chownego i wojskowego.

·         Zawody tworzą pewne szczeble hierarchii w zależności od prestiżu. Te z nich, które wiążą się bezpośrednio z wielką własnością, cieszą się najwyższym prestiżem spośród za­wodów „ekonomicznych”. Następny szczebel zajmują za­wody służące najbardziej bezpośrednio wielkiej własności i finansom, a więc bankowość i prawo. Zajmowanie się bankowością może się wiązać z posiadaniem wielkiej włas­ności, co niewątpliwie wpływa na prestiż tego zawodu. Za­wód prawnika nie budzi takich skojarzeń, ale podstawą jego wysokiego prestiżu jest służenie wyłącznie celom konku­rencji, bez cienia użytkowości. Prawnik nie zajmuje się ni­czym innym jak tylko techniką łupieżczego oszustwa, sto­sując kruczki prawne dla zapewnienia sukcesu klientom lub udaremnienia go ich rywalom, dlatego powodzenie w tej profesji świadczy o wielkiej barbarzyńskiej przebiegłości, któ­ra zawsze budziła podziw i lęk.


·         Kariera handlowa cieszy się umiarkowanym prestiżem, jest tylko w połowie „w dobrym tonie”, gdyż, silnie związana z własnością, przynosi jednak również pewien społeczny pożytek. Prestiż handlowca za­leży od towarów, które sprzedaje, od tego, czy zaspokajają one „niższe” czy „wyższe” potrzeby. Tak więc kupiec sprze­dający zwykłe artykuły codziennego użytku spada do po­ziomu rzemieślnika lub robotnika fabrycznego. Praca fizycz­na czy nawet obsługiwanie maszyn znajduje się, oczywiście, na najniższym szczeblu drabiny prestiżu.

·         W miarę rozrasta­nia się przedsiębiorstw przemysłowych finansowe zarzą­dzanie nimi w coraz mniejszym stopniu polega na krętactwie i bezwzględnej rywalizacji. Mówiąc inaczej, dla większości ludzi pracujących w tej dziedzinie praca zaczyna ograni­czać się do wykonywania sformalizowanych czynności, mających coraz mniej bezpośredni związek z faktycznym pokonywaniem lub wyzyskiwaniem rywali. Powoduje to stopniowe zanikanie nawyków łupieżczych, głównie ze strony niższego personelu. Nie obserwuje się jednak tego zanikania w najmniejszym nawet stopniu u właścicieli i głów­nych zarządców.


·         Działalność ekonomiczna bez­pośrednio związana, z współzawodnictwem pieniężnym dąży do utrwalenia pewnych cech łupieżczych, natomiast praca związana bezpośrednio z wytwarzaniem dóbr wyka­że tendencje przeciwne.

·         Selektywna adaptacja do klasy próżniaczej funkcjo­nuje bez przerwy, od początku istnienia rywalizacji pie­niężnej, czyli, mówiąc inaczej, od czasu powstania klasy próżniaczej. Jednakże szczegółowe, konkretne kryteria se­lekcji nie zawsze były takie same, więc też proces selekcji nie zawsze dawał te same rezultaty. We wczesnym okresie kultury barbarzyńskiej, czyli we właściwej fazie łupieżczej, kryterium selekcji stanowiła dzielność, w pierwotnym na­iwnym znaczeniu tego wyrazu. By uzyskać wstęp do klasy wyższej, kandydat musiał odznaczać się poczuciem odręb­ności klanowej, potężną postacią, dzikością, brakiem skru­pułów i bezwzględnością w osiąganiu celu. Były to cechy potrzebne do gromadzenia i trwałego utrzymania bogactw. Ekonomiczną podstawą klasy próżnującej było wówczas, tak jak do tej pory, bogactwo. Jednakże metody jego groma­dzenia i cechy potrzebne do jego utrzymania uległy pewnym zmianom od czasu wczesnego stadium kultury łupieżczej. W wyniku procesu selekcji, dominującymi cechami wczesnej barbarzyńskiej klasy próżniaczej były: gwałtowna agresyw­ność, wyczulenie na różnice stanowe i brak skrupułów w po­pełnianiu oszustw. Członkowie tej klasy utrzymywali swą pozycję dzięki osobistej dzielności. W późniejszym stadium kultury barbarzyńskiej społeczeństwo wypracowało stałe zasady zawłaszczania i posiadania w ramach quasi-pokojowego systemu opartego na różnicach stanowych. Bezpośred­nia agresja i niepohamowana przemoc ustąpiły miejsca sprytnym manewrom i oszukańczym manipulacjom jako najskuteczniejszym sposobom gromadzenia bogactw. Klasa próżniacza wypracowała w tym okresie odmienny zespół umiejętności i postaw. Dążenie do panowania, agresywność i związana z tym siła fizyczna, w połączeniu z bardzo silnym poczuciem istniejących różnic stanowych, wciąż jeszcze za­liczały się do najwspanialszych cech tej klasy. Pozostały one nadal w naszej tradycji „typowymi cnotami arystokra­tycznymi”. Lecz stopniowo wiązały się z nimi inne, mniej efektowne cnoty kultury pieniężnej zapobiegliwość, roz­waga i krętactwo. Z biegiem czasu, w miarę zbliżania się do nowoczesnego pokojowego stadium kultury pieniężnej, te właśnie cechy i obyczaje stały się bardziej przydatne w osią­ganiu celów finansowych i zaczęto się wiecej z nimi liczyć jako z kryterium awansu do klasy próżniaczej i utrzymania się w jej szeregach.

·         Dzisiaj kwalifikację do klasy próżniaczej stanowią wyłącznie zdolności finansowe. Jedyną pozostałością charakteru łupieżczego jest bezwzględna wytrwałość w dążeniu do jednego określonego celu — cecha różniąca barbarzyńcę z okresu łupieżczego od pokojowo nastawionego człowieka okresu dzikości, którego zdystansował i zastąpił. Jednakże nie jest to jednocześnie cecha odróżniająca członka klasy wyższej, który osiągnął powodzenie finansowe, od szerego­wych członków klas przemysłowych.


·         Jeśli chodzi o wrodzone zdolności, to podobieństwo między człowiekiem pieniądza a przestępcą jest takie samo jak między szeregowym pracownikiem przemysłu a gnuśnym poczciwym sługą. Idealny człowiek pieniądza jest pod pew­nym względem podobny do idealnego przestępcy, gdyż obaj bez żadnych skrupułów wykorzystują ludzi i dobra dla swoich osobistych celów, zupełnie nie licząc się z uczuciami i pragnieniami innych ani z dalszymi społecznymi konsek­wencjami swych czynów; człowiek pieniądza różni się jednak od przestępcy znacznie żywszą reakcją na różnice społeczne, lepiej przewiduje i bardziej konsekwentnie dąży do odległego celu.

·         Życie w kulturze pieniężnej na ogół utrwala charakter bar­barzyński, z tym, że oszustwa i przemyślność oraz umiejęt­ność zarządzania zajmują miejsce okrucieństwa i przemocy nieodłączne od wczesnego okresu barbarzyństwa. Skłonność do szykanowania natomiast tylko w pewnej mierze zastę­puje skłonność do niszczenia.


·         Cnoty arysto­kratyczne i mieszczańskie, czyli skłonności niszczycielskie i pieniężne — można by znaleźć głównie wśród klas wyż­szych, zaś cnoty produkcyjne, czyli pokojowe — głównie wśród klas produkujących.

·         Walka o pieniądz stwarza bardzo liczną klasę ludzi pozbawionych podstawowych środków utrzymania. Jest to bądź brak najpotrzebniejszych środków do życia, bądź brak środków na konsumpcję na przyzwoitym poziomie. W obu tych wypadkach istnieje walka o zaspokojenie codziennych potrzeb, albo podstawowych, albo „wyższych”. Walka z prze­ciwnościami pochłania całą energię jednostki, skierowuje wszystkie wysiłki na osiągnięcie swych egoistycznych, za­wistnych celów i dzięki temu staje się coraz bardziej zaskle­piona w egoizmie


·         Klasa próżniacza nie żyje w społeczeństwie przemysłowym, żyje raczej z niego. Jej stosunek do produkcji jest oparty na czynnikach pieniężnych, a nie produkcyjnych. Awans do tej klasy umożliwiają talenty finansowe — czyli zdol­ności do zagarniania, a nie do pożytecznej działalności. Stąd też nieustanna selekcja materiału ludzkiego odbywa­jąca się na podstawie kryterium przydatności do walki o pie­niądz. Sposób życia klasy próżniaczej jest w dużym stopniu dziedzictwem przeszłości, ucieleśnieniem obyczajów i ide­ałów pochodzących z okresu wczesnego barbarzyństwa.

·         Jedyną grupą, która mogłaby na serio rywalizować z dziedziczną klasą próżniaczą pod wzglę­dem ducha walki, są przestępcy z klas niższych.


·         Pojedynek — sposób ostatecznego rozstrzygania sporu i niezwykle ważnych kwestii pierwszeństwa, staje się z cza­sem obyczajem nakazującym walkę bez powodu, świętym obowiązkiem ludzi pragnących zachować dobrą opinię.

·         Zahamowanie rozwoju duchowego może przejawiać się nie tylko w bezpośrednim popełnianiu przez ludzi dorosłych młodzieńczych czynów agresywnych, lecz również pośrednio w wywoływaniu takich zachowań u młodzieży i zachęcaniu młodszych do tych poczynań. Taka pośrednia działalność sprzyja wytwarzaniu nawykowego okrucieństwa, które może stać się trwałą cechą charakteru nowej generacji i przyczy­nić się do opóźnienia ewolucji psychicznej całego społe­czeństwa w kierunku pokojowym i konstruktywnym. Jeśli osoba posiadająca skłonności agresywno-eksploatacyjne ma możliwości kształtowania charakteru młodzieży, może wy­wrzeć znaczny wpływ uwsteczniający i przyczynić się do nawrotu barbarzyńskiej dzielności. Takie jest właśnie opie­kuńcze oddziaływanie wielu przedstawicieli kleru i innych filarów społeczeństwa na „brygady chłopięce” i podobne organizacje paramilitarne. To samo można powiedzieć o umacnianiu „ducha college’u”, tworzeniu w college’ach rywalizujących drużyn sportowych i o podobnych zabiegach wychowawczych praktykowanych na wyższych uczelniach.


·         Podstawą poświęcenia się sportowi jest archaiczna konstytucja psychiczna — po­siadanie silnych skłonności do rywalizacji. Inne cechy ar­chaicznej psychiki, jak skłonność do podboju i wyrządzania szkód, również przejawiają się szczególnie silnie w działal­ności potocznie zwanej sportem.

·         Sport, jak i inne przejawy rywalizacji, do których skłonna jest natura ludzka, są charakterystyczne dla chło­pięcego usposobienia.


·         Tacy sportowcy, jak myśliwi i węd­karze np. mają zwyczaj przypisywania sobie miłości do przy­rody, potrzeby wypoczynku na świeżym powietrzu i szu­kają tym podobnych uzasadnień dla ulubionego sposobu spędzania czasu. Motywy te niewątpliwie rzeczywiście dzia­łają i decydują częściowo o atrakcyjności stylu życia spor­towca, ale w żadnym wypadku nie są głównymi pobudkami. Potrzebę obcowania z naturą można by chyba znacznie lepiej zaspokoić nie pozbawiając życia stworzeń, stanowią­cych jeden z głównych składników tej, tak ukochanej przez sportowca, przyrody. Najbardziej bowiem widocznym re­zultatem działalności naszego sportowca jest sianie w przy­rodzie spustoszenia poprzez zabijanie wszystkich możliwych do pokonania żywych stworzeń.

·         Arystokratyczny wymóg przyzwoitości wywiera wpływ za po­mocą stopniowej eliminacji z panującego stylu życia wszyst­kich użytecznych i celowych rodzajów działalności. Instynkt pracy działa bezrefleksyjnie i można go czasowo zaspokoić stwarzaniem celów bezpośrednich, krótkofalowych. Niepokój budzi się tylko wówczas, gdy skrajna bezcelowość jakiejś działalności staje się wyraźnie widoczna i, jako elementcałkowide obcy normalnemu, celowemu biegowi życia, dochodzi do świadomości człowieka.


·         Nawyki myślowe jednostki tworzą organiczną całość ukierunkowaną na cele użyteczne dla życia ludzkiego. Próby włączenia doń marnotrawstwa i bezużyteczności jako celów życia powodują silne wstrząsy. Wstrząsów tych można jed­nak uniknąć, kierując uwagę na jakiś pseudo-cel, np. na ćwiczenia w sprawności lub na rywalizację.

·         Bezpośrednio i bezrefleksyjnie przyj­mowana celowość sportu, polegająca na możliwości wyładowania dążenia do dominacji, może zadowolić instynkt pracy jednostki kierującej się impulsami, mającej niewielką skłonność do refleksji i słabą świadomość ostatecznych re­zultatów swojej działalności. Odnosi się to szczególnie do ludzi, u których dążność do dominacji jest bezrefleksyjnym przejawem łupieżczej skłonności do rywalizacji.


·         Każda godziwa rozrywka zyskała swoją pozycję dzięki połączeniu dwóch sprzecznych wymagań — całko­witej bezużyteczności i bezpośredniej celowości.

·         Ktoś powiedział — i zupełnie słusznie — że stosunek piłki nożnej do kultury fizycznej jest taki sam jak walki byków do kultury rolniczej. By uzyskać jednostki przydatne do obu tych gier, trzeba starannego i długiego treningu bądź specjalnej hodowli.


·         Sprawność w rywalizacji, jeśli jest w ogóle pożyteczna dla ogółu, to tylko pośrednio. Okrucieństwo i przebiegłość jednostek są potrzebne społeczności tylko do wrogich poczynań w stosunku do innych grup, a jednostce tylko dlatego, że ludzie stanowiący jej otoczenie przejawiają te cechy w silnym stopniu. Człowiek nie wyposażony w te cechy, który podejmuje walkę o powodzenie w otoczeniu, które te cechy posiada, znajduje się w niekorzystnej sytuacji, tak jak pozbawiony rogów jeleń w stadzie zwierząt ro­gatych.

·         Laskę nosi się po to, by pokazać, że ma się ręce zajęte czym innym niż pożyteczną pracą, a więc jest ona po prostu oznaką próżno­wania na pokaz. Jednocześnie jest rodzajem broni i jako taka zaspokaja pewną istotną potrzebę człowieka o mental­ności barbarzyńcy. Posiadanie tak konkretnego i prymityw­nego narzędzia gwałtu bardzo podnosi na duchu człowieka odznaczającego się nawet niewielką dozą okrucieństwa.


·         Chociaż sport ma z istoty swej charakter zawistnej rywali­zacji lub podboju, zakłada się, że pośrednio i dzięki skom­plikowanemu łańcuchowi mechanizmów sprzyja on wyra­bianiu usposobienia, które skłania do współpracy. Na ogół próbuje się to wykazać empirycznie lub raczej zakłada się, że są to uogólnienia oparte na podstawach empirycznych widocznych dla każdego, kto chce się tym zająć. W przepro­wadzaniu dowodu tej tezy pedantyczne wnioskowanie przy­czynowo-skutkowe jest zręcznie pomijane — apologeta ogranicza się do wykazywania, że sport wyrabia wspomniane wyżej „męskie cechy”. Ponieważ jednak właśnie wartość tych „męskich cech” wymaga uzasadnienia (ze stanowiska ekonomii), łańcuch dowodowy kończy się tam, gdzie powi­nien się zaczynać.

·         Dwie cechy barbarzyńskie — okrucieństwo i bezwzględ­ność składające się na łupieżczy charakter czy łupieżczą po­stawę duchową, są przejawem wąsko-egoistycznej mental­ności. Obie są bardzo pożyteczne dla jednostki dążącej do sukcesu w walce z rywalami. Obie mają równie wysoką wartość estetyczną. Obie też kultywowane są przez kulturę pieniężną. Lecz obie są jednakowo bezużyteczne dla celów życia zbiorowego.


·         Cechą temperamentu barbarzyńskiego, jest skłonność do ryzyka. Jest to cecha niemal powszechnie dominująca wśród ludzi, których działalność nosi charakter walki czy rywalizacji. Ma ona również bez­pośrednie znaczenie ekonomiczne. Jeżeli silnie przeważa w danym społeczeństwie, może być uznana za przeszkodę na drodze do osiągnięcia najwyższej możliwej wydajności produkcyjnej.

·         Wiara w „szczęście i „pomyślną szansę” czy też przekonanie o „przypadkowej prawidło­wości” stanowią u sportowca zaczątkową formę animizmu. Wiara ta odnosi się częstokroć w bardzo nieokreślony spo­sób do przedmiotów i sytuacji. Zazwyczaj jednak jest ona na tyle jasna, że zakłada się możliwość przebłagania, zjed­nania sobie przedmiotów lub przynajmniej przeciw­działania ujawnieniu się skłonności ukrytych we wszelkich przedmiotach stanowiących akcesoria gier hazardowych lub zręcznościowych. Niewielu jest sportowców, którzy nie ma­ją zwyczaju noszenia amuletów czy talizmanów, przypisu­jąc im mniejszą lub większą skuteczność. Nie mniejsza jest również liczba tych, którzy instynktownie boją się „zape­szenia” tej z walczących stron, na której zwycięstwo sta­wiają, bądź sądzą, że „trzymanie” czyjejś strony zwiększa jej szanse. Nie brak również takich, dla których maskotka jest czymś więcej niż zwykłą zabawką.


·         Nawet nieznaczna czy ukryta skłonność do wyjaś­niania zjawisk codziennego życia przez odwołanie się do innych sfer poza sferą wymiernych związków przyczyno­wych może — przez kumultatywny wpływ na nawykowe postawy — znacznie obniżyć zbiorową wydajność produk­cyjną danego społeczeństwa.

·         Religia antropomorficzna jest kodeksem szczegółowych zasad rzą­dzących stosunkami wynikającymi ze zróżnicowania spo­łecznego, opartego na pojęciu nadprzyrodzonej i tajemni­czej siły ukrytej w przedmiotach materialnych. Tak więc jeśli chodzi o wyprowadzenie genezy religii, można ją trak­tować jako owoc animizmu rządzącego pradawnym czło­wiekiem. Animizm określony i w pewnym stopniu przekształ­cony przez łupieżczy sposób życia daje w rezultacie uperso- nifikowaną koncepcję siły nadprzyrodzonej wyposażonej w pełny zasób nawyków myślowych cechujących człowieka kultury łupieżczej.


·         Charakter sportowca czy hazardzisty zawiera za­tem pewne podstawowe elementy psychiczne, które składają się na typ człowieka wierzącego i praktykującego. Istnieje między nimi zasadnicza zbieżność polegająca na wierze w jakąś nie dającą się w pełni poznać siłę lub w interwencję czynników nadprzyrodzonych w zachodzące zdarzenia

·         Podstawą działań opartych na ryzyku jest w dużej mierze po prostu instynktowna świa­domość obecności nadprzyrodzonej, autonomicznej i wszech­wiedzącej siły, ukrytej w przedmiotach lub zdarzeniach. Rzadko traktuje się ją jako istotę o pewnym indywidualnym, bardziej konkretnym charakterze. Często bywa natomiast, że zakładający się wierzy w swe szczęście w potocznym tego słowa znaczeniu i jednocześnie jest wiernym wyznawcą któregoś z kultów religijnych. Przejawia wtedy skłonność do przyjmowania z religii pewnych określonych elementów wiary w nieograniczoną władzę i niezbadane wyroki bóstwa, które zyskało jego zaufanie.


·         Za­równo przestępca, jak i sportowiec są zazwyczaj bardziej skłonni do wyznawania któregoś z rozpowszechnionych kultów i do gorliwego wykonywania praktyk religijnych, niż reszta społeczeństwa. Można również zauważyć, że nie­wierzący z tych dwóch środowisk częściej nawracają się, niż pozostali niewierzący członkowie społeczeństwa.

·         Jeśli organizacja gospodarcza ma spros­tać wymaganiom dzisiejszego życia zbiorowego, nie ma w niej miejsca dla przeżytków ustroju stanowego ani też dla zależności poddańczych. Poddaństwo osobiste i zwią­zany z nim sposób myślenia w zakresie efektywności gos­podarczej społeczeństwa są przeżytkami, przeszkadzającymi i opóźniającymi przystosowanie instytucji społecznych do ak­tualnie istniejącej sytuacji. Najbardziej odpowiedni sposób myślenia dla celów pokojowego społeczeństwa przemysło­wego odznacza się rzeczowym podejściem do świata, uznaje wartość faktów materialnych po prostu jako elementów me­chanicznego ciągu przyczynowo-skutkowego. Ten typ umysłowości nie przypisuje instynktownie przedmiotom ukry­tych sił animistycznych ani też nie odwołuje się do inter­wencji czynników nadprzyrodzonych dla wytłumaczenia wzajemnego powiązania zjawisk. Nie łączy się on również z wiarą w niewidzialną rękę kierującą przebiegiem zdarzeń na użytek człowieka. Obecnie uzyskanie najwyższej możliwej wydajności ekonomicznej wymaga ujmowania zachodzą­cych w świecie procesów w kategoriach obiektywnych i mie­rzalnych.

·         Z perspektywy dalszego rozwoju gospodarczego religij­ność należy traktować jako przeżytek wywodzący się z wcześ­niejszej fazy rozwojowej — oznakę zahamowania rozwoju duchowego.


·         Wymagane we wszystkich religiach ceremonialne rekwizyty kultu takie, jak: świąty­nie, kościoły, stroje i szaty liturgiczne, ofiary, sakramenty itp. nie służą żadnemu bezpośredniemu celowi materialnemu. Można uznać całą tę materialną oprawę bez jej deprecjo­nowania, jako dobra służące marnotrawstwu na pokaz. To samo można powiedzieć o „konsumpcji” usług religijnych takich, jak kształcenie kapłanów, posługi duchowne, piel­grzymki, posty, święta, obrządki w domu wiernego itp. Prak­tyki religijne, których wykonywanie prowadzi do powyż­szego typu konsumpcji, jednocześnie szerzą i umacniają spo­sób myślenia stanowiący podstawę religii antropomorficz­nych, czyli tym samym propagują sposób myślenia odpo­wiadający zróżnicowaniu społecznemu.

·         Trzeba powiedzieć, że za­równo bezpośrednim, jak i pośrednim skutkiem konsumpcji w sferze życia religijnego jest obniżenie efektywności pro­dukcyjnej społeczeństwa.


·         Święta religijne możną by określić, jako tabu. W sensie ekonomicznym dni świąteczne niewątpliwie mają stanowić porę zastępczego próżnowania na rzecz tego bóstwa lub świętego, w którego imieniu nałożone zostało tabu i dla którego należy powstrzymać się od różnych użytecznych zajęć. Cechą charakterystyczną wszystkich tych okresów religijnego próżnowania jest mniej lub bardziej surowe tabu, zakazujące wykonywania wszelkich czynności, mogących przynieść pożytek człowiekowi. W przypadku dni postnych ostentacyjne powstrzymywanie się od czynności użytecz­nych i czynności podtrzymujących materialne życie czło­wieka jest dodatkowo podkreślone przez obowiązkowe powstrzymanie się od jedzenia, zapewniającego życiową wygodę i zadowolenie.

·         W niektórych społe­czeństwach Dzień Pracy został wydzielony jako dzień za­stępczego próżnowania. Ma to na celu wzbudzenie większe­go szacunku dla pracy ludzkiej za pośrednictwem prasta­rej i łupieżczej metody przymusowego powstrzymywania się od czynności użytecznych. W ten paradoksalny spo­sób „pracy jako takiej” nadaje się godność przypisywa­ną zwykle bogactwu, które pozwala właściwie od pracy się powstrzymać.


·         Święta religijne i święta w ogóle mają charakter daniny, ściąganej od społeczeństwa. Spłaca się ją poprzez zastępcze próżnowanie, a płynący z tego prestiż zostaje przeniesiony na osobę lub wydarzenia, na cześć których święto zostało ustanowione.
o   Prawo do dziesięciny w formie świąt jest atry­butem wszystkich członków nadprzyrodzonej klasy próż­niaczej i jest niezbędne dla ich dobrego imienia.


·         Duchowieństwo stanowi klasę służebną, lecz słu­żąc wysoko postawionemu władcy i zapożyczając odeń blasku zajmuje wysokie miejsce w hierarchii społecznej. Kon­sumpcja duchowieństwa ma charakter zastępczy, a ponieważ w bardziej rozwiniętych religiach pan nie ma w ogóle potrzeb materialnych, zawód duchownych polega na zastępczym próżnowaniu w pełnym znaczeniu tego słowa. „Cokolwiek byś spożywał, cokolwiek pił, bądź cokolwiek byś czynił — czyń to wszystko na chwałę bożą”.

·         Zbyt szczegółowe i dokładne rozstrząsanie przez duchownego gospodar­czych i innych czysto świeckich problemów również może razić poczucie przyzwoitości. Dobre maniery nie pozwolą duchownemu zejść poniżej pewnego poziomu ogólniko­wości w rozważaniach o sprawach doczesnych. Problemy wyłącznie doczesne i o świeckim charakterze winny być oma­wiane ogólnie i powściągliwie, aby styl ten mógł świadczyć, że mówca reprezentuje władcę, którego zainteresowanie sprawa­mi doczesnymi nie wykracza poza ramy pobłażliwej tolerancji.


·         Klasy ubogie nie tylko nie mają odrobiny wolnego czasu niezbędnego do zetknięcia się i przy­swojenia sobie najświeższych teorii naukowych, leżących u podstaw takiego widzenia świata. Członkowie tych klas są zazwyczaj osobiście uzależnieni i podporządkowani swym za­możnym zwierzchnikom, co istotnie opóźnia odejście od spo­sobu myślenia właściwego dla ustroju stanowego. W konsek­wencji klasy ubogie zachowują w pewnej mierze sposób my­ślenia, którego głównym przejawem jest żywe odczuwanie osobistej pozycji społecznej, a jedną z cech — religijność.

·         W starszych społeczeństwach z kręgu kultury europej­skiej dziedziczna klasa próżniacza i masy ubogiej ludności przychylają się bardziej do praktyk religijnych niż przecięt­ni gospodami i zapobiegliwi członkowie klasy średniej, tam, gdzie klasa ta w ogóle występuje. W niektórych jednakże krajach wspomniane wyżej grupy konserwatywne stanowią prawie całą ludność. Tam, gdzie obie te klasy mają znaczną przewagę ilościową, ich upodobania tak silnie kształtu postawy ogółu, że uniemożliwia to rozwój przeciwnych tendencji nielicznej klasy średniej i powoduje narzucenie postaw religijnych ogółowi społeczeństwa.


·         Klasy charakteryzujące się słabą wydajnością gos­podarczą, lub niską inteligencją, bądź obiema tymi cechami są na ogół szczególnie religijne. Przykładem może tu być ludność murzyńska na Południu i większość imigrantów pochodzących z klas niższych, czy większość ludności wiej­skiej — zwłaszcza w regionach zacofanych pod względem roz­woju oświaty, gospodarki lub kontaktów ekonomicznych z resztą społeczeństwa. Podobnie ma się rzecz w przypadku „dziedzicznej warstwy ubogiej” — bardzo w Ameryce nie­licznej lub grup przestępczych i zdemoralizowanych. Religijność tych ostatnich przejawia się częściej w naiwnej, animistycznej wierze w „szczęście” i skuteczność praktyk szamańskich, aniżeli w formalnej przynależności do określo­nego kościoła. Z drugiej strony wśród klasy rzemieślniczej da się zaobserwować stopniowy odwrót od religii antropo. morficznych i zanik praktyk religijnych. Postawy tej klasy w szczególnym stopniu podlegają wpływom nowocześnie zorganizowanego przemysłu, który wymaga rzeczowego podejścia do zjawisk otaczającego świata oraz widzenia ich z perspektywy następstwa zdarzeń oraz praw przy. czynowych. Jednocześnie członkowie tej klasy nie są ani tak niedożywieni, ani przepracowani, aby nie istniał u nich pewien margines energii życiowej niezbędnej do przysto­sowania się do nowych warunków.

·         Brak bezpośredniego kontaktu kobiet z procesem pro­dukcji sprawia, że właśnie wśród nich utrzymują się nadal cechy psychiczne, przestarzałe z punktu widzenia gospo­darki nowoczesnej. Znaczy to, że szczególna nabożność kobiet jest jednym z przejawów ogólniejszego konserwa­tyzmu wynikającego z sytuacji ekonomicznej, w jakiej znaj­dują się one w społeczeństwie cywilizowanym. Dla współ­czesnego mężczyzny patriarchalne stosunki zróżnicowania społecznego nie stanowią dominującej cechy otaczającego go świata. Natomiast dla kobiet, zwłaszcza z wyższej klasy średniej, mają największą wagę w życiu. Wynika to ze spo­wodowanego czynnikami ekonomicznymi i obyczajowymi zamknięcia kobiet z tej klasy w „sferze życia domowego”. W tym właśnie należy szukać źródeł sposobu myślenia sprzyjającego religijności oraz interpretowania zjawisk życiowych w kategoriach pozycji społecznej. Logika co­dziennego życia domowego zostaje przetransponowana na sferę nadprzyrodzoną i tak oto kobieta znajduje się w krę­gu bliskich sobie pojęć i idei, które dla mężczyzny są na ogół niezrozumiałe i głupie.


·         W zaraniu dziejów społeczeństwa amerykańskiego główne wyznania charakteryzowały się rytuałem i liturgią o wyjątkowej prostocie. Wiadomo jednak, że z upływem czasu wyznania te przyswajały sobie stopniowo elementy „widowiskowe”, które najpierw odrzuciły. Ogól­nie można stwierdzić, że proces ten następował w miarę wzrostu zamożności i wygód- życiowych wyznawców. Nic więc dziwnego, że tendencja do rytualizacji najpełniejszy swój wyraz znalazła wśród klas o najwyższym poziomie bo­gactwa i prestiżu społecznego.

·         Dopóki jednostka była głównym bezpośrednim podmiotem procesów produkcyj­nych i jak długo pierwszoplanowe znaczenie miała zręcz­ność i siła pojedynczego rzemieślnika, tak długo nawyk do­patrywania się osobistych motywów i skłonności w zjawi­skach i przedmiotach nie uległ zniszczeniu pod naporem fak­tów. Pod wpływem późniejszych stadiów rozwoju przemy­słowego, w których siły i urządzenia techniczne procesu produkcyjnego mają wyraźnie bezosobowy, pozaindywidualny charakter, zmienił się sposób myślenia robotnika i spo­sób ujmowania zjawisk; został on zmuszony do uznania obiektywnego charakteru następstwa zdarzeń. Wskutek tego w dziedzinie wiary nabył on skłonności do bezbożnego sceptycyzmu.


·         Tak długo, jak istnieje system społeczny oparty na zróżnicowaniu społecz­nym, a klasa próżniacza ma przed sobą inne możliwości wyła­dowania nieprodukcyjnej aktywności niż oczywiste zabijanie czasu w bezcelowej i marnotrawnej fatydze — nie można oczekiwać jakiegokolwiek znaczniejszego odstępstwa od obowiązującego modelu życia „na poziomie”.

·         Wraz z rozwojem ekonomicznym oraz zanikiem wielkich polowań i wojen, upadkiem dziedzicznej władzy i urzędu kapłańskiego, zmniej­szają się możliwości nieprodukcyjnego wyładowania ludzkiej skłonności do działania w sposób zapewniający dobrą repu­tację.


·         Przecenia się nieco kulturowe i cywilizacyjne znaczenie wpajania właściwego sposobu myślenia, właści­wego użytkowania czasu i dóbr, również niewielkie jest zna­czenie ekonomiczne tego, że jednostka osiągnie wyższe i sza­cowniejsze ideały. W warunkach istniejącej kultury pie­niężnej dobre imię, a w konsekwencji i sukcesy jednostki w dużej mierze zależą od umiejętności odpowiedniego za­chowania się i sposobów konsumpcji, świadczących o na­wyku trwonienia czasu i zasobów. Jednakże jeśli idzie o osta­teczne ekonomiczne znaczenie takiego przyuczenia do „wyższych” form życia, można powiedzieć, że osiągnięty dzięki nimrezultat —; gdy ma on mieć istotne znaczenie ekono­miczne sg można by uzyskać innymi, znacznie bardziej skutecznymi i mniej kosztownymi metodami.

·         Upowszechnienie kultury oznacza w dużej mierze wpajanie nowych gustów czy raczej nowych zasad zachowania się, charakterystycznych dla stylu życia klasy wyższej, a powstałych pod wpływem zasad zróżnicowania społecznego i reputacji pieniężnej sformułowanych przez klasy próżniacze. Te nowe wzory zachowania przenikają do modelu życia klasy niższe z modelu obowiązującego część społeczeństwa, żyjącą z dala od produkcji. Trudno więc oczekiwać, aby były to wzory bardziej odpowiednie dla warunków życia klasy niższej niż obecnie wśród niej rozpowszechnione, zwłaszcza że te ostatnie zostały wypracowane w warunkach nowoczesnego życia gospodarczego.


·         Kanony przyzwoitości i dobrego tonu w ramach kultury pieniężnej kładą nacisk na bezużyteczność podejmowanych działań jako oznakę wysokiej pozycji materialnej.

·         Można, co jest być może jeszcze większą zasługą, wyka­zywać ogólną, a także konkretną troskę o kulturalny poziom gminu ułatwiając klasom niższym wyrobienie lepszych gus­tów i dbając o podniesienie poziomu ich życia duchowego. Nie powinno się jednakże zdradzać zbyt dokładnej wiedzy o materialnych warunkach życia gminu lub o jego sposobie myślenia, co mogłoby skierować wysiłki organizacji chary­tatywnych na drogę dążenia do celów gospodarczo użytecz­nych.


·         Nikomu by nie odpowiadało, gdyby całe przedsięwzięcie konsekwentnie zmierzało do najbardziej ekonomicznego i efektywnego użycia posiadanych środków dla osiągnięcia założonego, konkretnego, praktycznego celu. Wszyscy obojętne czy zainteresowani bezpośrednio, osobiście, czy tylko pośrednio, jako obserwatorzy, zgadzają się, że pewna dość znaczna część funduszu powinna być użyta na zaspokoi jenie wyższych, duchowych potrzeb, wywodzących się z nawyków indywidualnej rywalizacji, w sławetnych czynach i marnotrawieniu pieniędzy. Oznacza to po prostu, że zasady konkurencyjnego pieniężnego prestiżu tak dalece przenik­nęły sposób myślenia społeczeństwa, że uniemożliwiają jakiekolwiek odejście od nich, nawet w przypadku działalności która pozornie opiera się całkowicie na motywach nieegoistycznych i nierywalizacyjnych.

·         Kobiety są bardzo wrażliwe na to, czego wy­magają od nich względy przyzwoitości i choć wiele z nich krępują niektóre szczegółowe nakazy i zakazy, to jednak mało znalazłoby się takich, które by nie uznały, że istniejący porządek moralny — tak z konieczności, jak i na mocy praw boskich — stawia kobietę w roli służebnej wobec mężczyzny. W ostatecznym rozrachunku — zgodnie z wła­snym przekonaniem kobiety o tym co dobre i piękne — jej życie jest, i w myśl teorii być musi, wtórnym odbiciem życia mężczyzny.


·         Kobieta jest w pewnym stopniu obdarzona instynktem pracy, a są powody by sądzić, że w większym niż mężczyzna; z in­stynktem tym niezgodna jest bezcelowość wydatków i jałowość życia. Kobieta musi kształtować swą działalność ży­ciową w odpowiedzi na bezpośrednie bodźce środowiska ekonomicznego. Pęd do samodzielnego życia w obrany siebie sposób i do udziału w życiu gospodarczym społeczeństwa — nie tylko w sposób pośredni i zastępczy — jest być może silniejszy u kobiet niż u mężczyzn.

·         Kobieta jest w większości przypadków całkowicie zadowolona ze swego losu, dopóki jej życie jest stałą harówką. Ma nie tylko coś celowego do wykonania, lecz również nie ma czasu pomyśleć o buncie, w którym sprawdziłaby się dziedziczna ludzka skłonność do samodzielności.


·         Ludzie, wśród których zetknięcie z nowo­czesnym przemysłem nie wywarło wpływu na sposób myślenia, traktują nadal wiedzę o niepoznawalnym jako podstawową, jeśli w ogóle nie jedynie prawdziwą.

·         Ludzie wykształceni mają nie tylko bliskie związki z grupą kapłanów, ale także, że ich działalność w dużej mierze można zaliczyć do próżno­wania na pokaz, uznanego za przejaw dobrych manier i do­brego wychowania, że właśnie ludzie nauki są szczególnie przywiązani do form, zasad pierwszeństwa, hierarchii rang i urzędów, do rytuału, uroczystych szat itp. rekwizytów.


·         Przeżytki i nawroty rytualizmu objawiają się z całą siłą i najbardziej spontanicznie właśnie w tych uczelniach, których działal­ność polega przede wszystkim na kształceniu przedstawi­cieli klasy próżniaczej i duchowieństwa

·         Wprowadzenie form rytualnych w nauce nie tylko odpo­wiada zakorzenionemu w klasie próżniaczej poczuciu przyzwoitości, gdyż odwołuje się do archaicznej skłonności do widowiskowych efektów i antycznego symbolizmu. Co więcej, odpowiada to wzorcowi życia klasy próżniaczej, ponieważ zawiera w sobie w znacznej mierze element ostentacyjnej rozrzutności.


·         Panuje przekonanie, że kobieta na mocy zasady przyzwoitości powinna zdobywać jedynie taką wiedzę, która bądź bez­pośrednio umożliwiałaby jej lepsze wykonywanie prac domowych lub leżących w sferze spraw dotyczących domu, bądź też rozwinęła takie jej pseudo-artystyczne i pseudo-naukowe umiejętności, których wykonywanie można określić mianem zastępczego próżnowania. Wiedzę uważa się za coś niekobiecego, jeżeli jest ona wyrazem rozwoju osobowości jednostki uczącej się i jeśli osiąga się ją dzięki własnej cie­kawości poznawczej i bez zachęty ze strony zasad dobrego smaku i przyzwoitości oraz bez względu na pana i władcę, którego to wygodzie i dobrej sławie miałoby służyć użytko­wanie tej wiedzy i wykazywanie się nią. Nie przystoi również kobiecie wiedza, będąca świadectwem użytkowania wolne­go czasu w innej formie, niż zastępcze próżnowanie.

·         Można prawdopodobnie oczekiwać, że szkoły wyższe zajmą równie konserwatywną pozycję w nauczaniu, jak w formach obchodzenia uroczystości.


·         Nowe poglądy, nowe koncepcje stanowiące odstępstwo od tradycyjnych teorii teorii – szczególnie te, które dotyczą jakiegokolwiek aspektu stosunków międzyludzkich – późno zyskały sobie prawo obywatelstwa na uniwersytetach.

·         Co się tyczy bezpośredniego udziału przedstawicieli klasy próżniaczej w rozwoju nauki, to wydaje się, że pod wpływem zasad dobrego tonu zainteresowania intelektualne tej klasy odnoszą się do erudycji klasycznej i wiedzy formalnej, nie zaś do nauk powiązanych w jakimś stopniu z życiem go­spodarczym społeczeństwa.


·         Przedstawiciele klasy próżnia­czej — prócz zainteresowania wiedzą klasyczną — najczęś­ciej studiują prawo i politykę, a szczególnie problemy admi­nistracji. Te tak zwane nauki są właściwie zbiorem maksym ułatwiających sprawowanie władzy przez klasę próżniaczą w oparciu o zasadę własności. Tak więc zainteresowanie tymi dyscyplinami naukowymi nie wypływa na ogół wy­łącznie z pobudek intelektualnych i nie ma charakteru czysto poznawczego. Jest ono podyktowane praktycznymi potrze­bami wynikłymi z racji panowania klasy próżniaczej nad resztą społeczeństwa. W swej genezie rządzenie ma charak­ter łupieżczy i stanowi nieodłączną część archaicznego mo­delu życia klasy próżniaczej. Polega na kontrolowaniu i sto­sowaniu przymusu wobec ludności, z pracy której klasa próżniacza czerpie środki na swe utrzymanie.

·         I tak, jak szkolnictwo wyż­sze — doskonały wykwit scholastyki i klasycyzmu — w swej najwyższej fazie rozwojowej było produktem ubocznym urzędu kapłańskiego i życia próżniaczego, tak samo nowoczesna nauka może być uważana za uboczny produkt procesów przemysłowych.


·         Cele i metody wychowania przedszkolnego najbardziej przemawiają do kobiet, które czują się skrępowane prowadzeniem nienagannego życia, zgodnego z pieniężnymi zasadami przyzwoitości. Przed­szkole i wpływ zasad wychowania przedszkolnego na całość wychowania należy więc, podobnie jak ruch emancypacyjny kobiet, zapisać na rachunek reakcji przeciwko jałowości zawistnym porównaniom, którym podlegają kobiety z klasy próżniaczej.

·         Istnienie klasy próż­niaczej pośrednio sprzyja rozwojowi postaw nierywalizacyjnych, które na dłuższą metę mogą stać się zagrożeniem dla istnienia tej klasy, a nawet dla leżącej u jej podstaw włas­ności prywatnej.


·         Zamiłowanie do kontemplacji życia, ide­ałów, koncepcji próżniaczej klasy starożytności klasycznej oraz modnych wówczas sposobów użytkowania czasu i dóbr uznawane jest za „wyższe”, „szlachetniejsze”, „bardziej wartościowe” niż zadowolenie płynące z podobnej znajomo­ści życia codziennego, wiedzy i aspiracji zwykłych ludzi w społeczeństwie nowoczesnym. Zdobywanie pełnej i obiek­tywnej wiedzy o współczesnych ludziach i świecie jest na­tomiast „niższe”, „podlejsze” i bardziej „gminne”. Można nawet usłyszeć epitet „poniżej godności człowieka” użyty w odniesieniu do takiej rzeczowej wiedzy o ludziach i życiu codziennym.

·         Wzory wykształcenia klasy próżniaczej, znajdujące wyraz w pogardliwym stosunku uczelni do wiedzy rzeczowej, są oceniane dla celów niniejszych rozwa­żań wyłącznie z tego właśnie ekonomicznego punktu widze­nia. Takie określenia, jak „szlachetny”, „podły”, „wyższy”, „niższy” itd. ukazują tu wyłącznie postawę i poglądy dysku­tantów, niezależnie od tego, czy podnoszą wartość nowego czy starego systemu wykształcenia. Wszystkie te epitety przy­noszą zaszczyt lub poniżają, są więc — innymi słowy — ka­tegoriami rywalizacyjnego porównania podpadającymi w os­tatecznej analizie pod ogólniejsze kategorie tego, co jest lub nie jest w dobrym tonie. Należą więc do rzędu idei charak­terystycznych dla sposobu życia w systemie opartym na hierarchii pozycji społecznych. Są one w swej treści wyrazem ducha sportowego. Wyrażają łupieżczy i animistyczny spo­sób myślenia, archaiczny światopogląd i koncepcję życia od­powiednią dla łupieżczego stadium rozwoju kultury i or­ganizacji gospodarczej, z których się zresztą wywodzą. Z punktu widzenia wydajności gospodarczej, w ogólniej­szym znaczeniu, są jednak bezużytecznym anachronizmem.

·         Przedmioty klasyczne i ich uprzywilejowana pozycja w pro­gramie nauczania, tak pieczołowicie pielęgnowane przez wyż­sze uczelnie, kształtują postawy intelektualne i obniżają ekonomiczną efektywność młodego pokolenia ludzi wy­kształconych. Odbywa się to nie tylko przez utrzymywanie archaicznego ideału ludzkości, ale również przez wpajanie zasad podziału wiedzy na lepszą i gorszą — w dobrym lub złym tonie.


·         Z wyjątkiem proble­mów terminologicznych, będących zresztą konsekwencją mody na klasykę panującą w przeszłości, znajomość np. filologii klasycznej nie ma najmniejszego znaczenia praktycz­nego dla uczonego, który nie zajmuje się pracą o wyłącznie lingwistycznym charakterze.

1 komentarz: